Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Jak na grudzień, dzień był wyjątkowo ciepły, choć mroźny powiew zimy dało się odczuć w powietrzu. Łzy rozmazywały zielony cień spływający z moich oczu, które podrażniały bezlitośnie uderzające w źrenice, promienie słońca. Tego dnia musiałam przebyć podróż pociągiem Tanich Linii Kolejowych na trasie Warszawa – Katowice. Zjeżdżając z nielekkim bagażem, po schodach elektrycznych dworca centralnego w stolicy, byłam w dobrym nastroju, który w miarę upływu czasu malał, a na końcu zaniknął całkowicie, ustępując miejsca piekielnej złości.

 

Pierwsza przeszkoda pojawiła się tuż przy kontroli biletów. Okazało się, że bilet studencki, a bilet do dwudziestego szóstego roku życia, to dwa zupełnie różne bilety, choć cena niemalże identyczna. Pani w kasie nie poinformowała mnie o tym, a że nie miałam przy sobie legitymacji studenckiej, konduktor potraktował mnie jako pasażera na gapę i zaczął wypisywać mandat. Dopiero po długich deliberacjach doszliśmy do porozumienia, że jedyną korzystną dla mnie opcją jest kupić nowy bilet. Tak też zrobiłam i mimo irytacji postanowiłam bezstresowo dojechać do Katowic.

 

Czytanie ulubionego tygodnika opinii przerwał dźwięk dzwoneczka. Drzwi przedziału otworzył zaniedbany pan, który emanował zapachem uryny i alkoholu. W jednej ręce trzymał dzwonek, w drugiej miskę. Najpierw grzecznie życzył miłej podróży, po czym zaczął śpiewać pieśń kościelną. Kiedy zorientował się, że nikt nie zamierza napełnić monetami jego miski, nieco się uniósł wyzywając wszystkich pasażerów. Nieeleganckim byłoby wymieniać owe epitety, każdy się domyśli. Poirytowana dzwoneczkowym cynikiem, próbowałam zasnąć. Na próżno.

 

Do przedziału bowiem wsiadła małoletnia blondynka wraz z mamusią. Zdrobnienie to niezbędna ironia, którą pewnie zaaprobuje czytelnik. W ciągu ponad dwóch godzin jakie zostały do Katowic, ta właśnie blondynka skonsumowała z przejęciem: pączka, drożdżówkę, bułkę i ogromną bagietkę czosnkową, która poza tym, ze wypchała jeszcze bardziej jej nadęty brzuch, to rozprzestrzeniła aromat czosnku w całym przedziale. To właśnie mamusia serwowała córuni wszystkie pyszności nie myśląc o konsekwencjach.

 

Ciekawe co będzie z „małą” za jakieś 3 lata, kiedy kompleksy staną sie koszmarem nie tylko sennym, ale świadomość nadwagi będzie towarzyszyła jej w wykonywaniu każdej najprostszej czynności, gdy brzuch stanie sie przeszkoda przy ubieraniu butów, lekcje wf-u będą znienawidzone doszczętnie, a łzy i złość pojawią sie gdy koleżanki zaprezentują swoje zgrabne nogi w krótkich spodniczkach tuz przed wyjściem na dyskotekę? Wówczas młoda dama będzie miała dwie drogi. Pierwsza, ta trudniejsza, w której niezbędna będzie silna automotywacja dająca wytrwałość w diecie, zbijającej zbędne kilogramy i nawyki żywieniowe. Druga opcja to brak motywacji i wytrwałości, niska samoocena, dla której jedyną morfiną będzie jeszcze jeden paczek, jeszcze jeden i kolejny…

 

Moją refleksję przerywa komunikat, że pociąg zbliża się do stacji Katowice Centrum. Kiedy umęczona zafundowanymi mi atrakcjami, wysiadam z pociągu, popadam w kolejne zakłopotanie. Schody elektryczne nie działają, znaczy tak właściwie to ich na katowickim dworcu nie ma. Dziesiątki mężczyzn mijają mnie z obojętnością. Jako reprezentantka, podobno słabej płci, postanawiam znieść z peronu, a następnie wnieść w kierunku wyjścia ogromną walizę. Choć siniaki na piszczelach bolą, podołałam.

 

Mam tylko jedną prośbę: niechże nowy dworzec w Katowicach powstanie jak najszybciej. Tylko panowie budowlańcy, nie zapomnijcie o schodach elektrycznych!

 

Patrycja Jaskot

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.