Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Zgadzam się na mobbing! Tajemnica poliszynela to sytuacja w jednej ze śląskich firm. Nie od dziś wiadomo, że źle się dzieje. Krzyki, napięta atmosfera, otwarta niechęć, zastraszanie – chleb powszedni. Wszyscy chcą coś zmienić, buntowniczych głosów, nie brakuje. W końcu otwiera się szansa, na otwartą dezaprobatę. Teraz kiedy trzeba krzyczeć, zapada milczenie. Spirala strachu nakręca się…

 

Nie podoba mi się jak traktuje Pan pracowników – oznajmił kierownik zakładu samochodowego. – Panie Krzysztofie jest Pan rozumny, i dobrze wie, że nikt tutaj ich nie trzyma na siłę – odpowiedział szef, dwa dni później wręczając mu wymówienie.

 

Z tym wymówieniem Pan Krzysztof udał się do sądu. Wnosząc oskarżenie nie tylko o bezpodstawne zwolnienie, ale również zastraszanie personelu.

 

Ty idioto! Niczego nie potrafisz zrobić, do niczego się nie nadajesz! – Jeszcze parę dni temu cały zespół świadkiem, inwektyw rzucanych w mechanika. W sali zagrzmiało, od głosów oburzeń. Zresztą to nie pierwszy raz. Takie określenia to najłagodniejsze formy, jakimi „na dzień dobry” częstuje się członków kadry.

 

Toksyczna atmosfera

 

W tym zakładzie blacharsko – lakierniczym, aż roi się od zleceń. Pracownicy nie nadążają z naprawą, wyceną ubezpieczeń. Nastawienie szefostwa na zysk nie pozwala na odmówienie, jakiemukolwiek z klientów. Kiedy dobiega 20:00 chłopcy powinni zamknąć lokal i wyjść do domu. W praktyce przed 22:00 to się nie zdarza.

 

Nie wyrobiliście się z robotą, to wasza wina, kto ma za to ponosić koszty, może ja?! – Argumentuje Pan Prezes, za każdym razem, gdy ktoś upomni się o nadgodziny.

 

Zwykle coś ktoś burknie pod nosem, zadeklaruje, że nie pozwoli się więcej wykorzystać, a na następny dzień znów się pojawia, koło się zamyka.

 

Szef ciągle upomina swoich pracowników. Wprowadza dyscyplinę. Niełatwo zapanować nad 20 osobowym zespołem. Nic dziwnego, że czasem puszczają nerwy. Nikt by długo nie wytrzymał, widząc jak pracownicy zamiast pracy oddają się namiętnie rozmowami, przerwami na papierosa i permanentnym spóźnianiem. W takich momentach w pełni uzasadnione jest rzucaniem telefonem w „śpiocha”, albo zdyscyplinowanie „lebra” za pomocą obcięcia premii, której zresztą niewielu otrzymuje, bo niewielu na nią zapracowało. Pan Prezes jest mocno nie kontent z postawy swoich pracowników.

 

Prezes : Proszę Pani, zapraszam na audyt. Z pewnością dostrzeże Pani spowolnioną pracę, niechęć i agresje wobec mojej osoby.

 

A.B: Nie lubią Pana, bo może nie są traktowani jak na to zasługują?

 

Prezes: Ależ oczywiście, że nie są. Człowiek jest za dobry, wiele wybacza, daje szansę. Wszystko jest dobrze, kiedy się na wszystko pozwala, kiedy zaczynają się wymagania i obowiązki rodzi się bunt. Poświęcam tym ludziom cały swój cenny czas, mają warunki o jakich można tylko pomarzyć, a oni tak się odwdzięczają.

 

Codziennie chodzę po bułki dla szefowej i jej rodziny – mówi jeden z pracowników. W godzinach pracy wysyła się go regularnie do najbliższej piekarni, zaopatruje wówczas właścicieli zakładu – małżeństwo prowadzi go wspólnie – na tą czynność traci około 20 minut, a na pieniądze za pieczywo, upomina się pod koniec miesiąca. Taki goniec na posyłki ma szczególne względy u szefowej, szkoda, że nigdy nie otrzymuje za zakupy należności.

 

W zeszłym miesiącu uzbierało się 150 zł, dla jednych dużo, dla innych mało, ale to ja zapłaciłem ze swojej wypłaty. Sam do pracy noszę kanapki z domu.

 

Niech Pan się nie wygłupia – odpowiedziała Pani prezes – Nie będziemy się przecież rozliczać z takich groszy.

 

Tak zgadzam się, że czasem pan Tomasz, szedł do sklepu, ale tylko w ramach własnego interesu. Warto wspomnieć, że w tych godzinach sam wybierał się po śniadanie dla siebie, więc przy okazji poprosiłam, by i mnie kupił pieczywo, kiedy chciałam oddać mu resztę, nigdy nie chciał przyjąć – uzasadnia Pani Monika.

 

Pan Krzysztof przytacza pewną sytuację, choć sam bezpośrednio nie został dotknięty agresją, to często był świadkiem jak doświadczali jej pracownicy niższego szczebla : Na terenie budynku mam obowiązek noszenia służbowego telefonu. Lecz kiedy mam przerwę, zwyczajnie zostawiam go na biurku. Pech chciał, że tego fatalnego dnia, akurat na przerwie próbował dodzwonić się szef. Kiedy rozjuszony wpadł do mojego biura zastał jedynie podopiecznego. Gdzie Krzysiek? krzyczał. Kiedy ten oznajmił, że ma przerwę szef wziął telefon z biurka i rzucił nim w jego stronę. Kiedy Krzysztof wszedł do biura zastał Marka zbierającego elementy obudowy, na głowie wykwitł mu siniak.

 

Musimy coś z tym zrobić, rzekł. Tak musimy, tamten odparł. Gdyby tylko ktoś wytoczył temu skur**** proces ja bym zeznawał.

 

Dwa dni przed wymówieniem Krzysztof ma pewne zaplecze. On i dwudziestu innych poszkodowanych będzie brało udział w wymierzaniu sprawiedliwości. Dlatego też długo się nie waha, jako kierownik poczuwa się do odpowiedzialności za swoich podopiecznych. Młodzi praktykanci zresztą posiadają szereg filmików nagranych na komórkę, awantur urządzanych przez rządzących. Argumenty są solidne.

 

Pan Edek, Roman i Piotr są przyzwyczajeni. Wprawdzie irytują ich niekończące krzyki i obelgi oraz lekceważąca atmosfera, ale pracują zbyt długo, by dać się zastraszyć. Gorzej mają pracownicy z mniejszym stażem, bądź większym zaangażowaniem.

 

Im bardziej człowiek się stara, tym większą niewdzięczność otrzymuje – mówi Kamil, lakiernik.

 

Stres w pracy już dwukrotnie doprowadził go do stanu przedzawałowego, leczy się na nerwice, odkąd rozpoczął tu pracę.

 

Zaleganie z zapłatami, nie tylko jego doprowadza do frustracji. Większość pracowników należności otrzymuje w ratach, części nie wypłaca się całej kwoty, o premii od wielu lat nikt nie słyszał.

 

Czasem zdarza nam się wypłacać należność w ratach, lecz tylko na zgodę pracownika, zawsze też regulujemy w pełni całą należność – mówi szef.

 

Pan Krzysztof skierował sprawę do sądu, powołując się na art. 943 § 2 Kodeksu pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub przeciwko niemu skierowane, a polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu, wywołujące u pracownika zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

 

Proszę Pana, taka sprawa jest bardzo trudna, czy ma Pan jakies dowody? – spytał adwokat.
Oczywiście, są nagrania, zeznania świadków, wszystkich ich przyprowadzę.

 

W końcu coś możemy zmienić, trzeba zeznawać – agituje kolegów z pracy
Marek, Tomek, chłopaki dajcie nagrania! – mówi patrząc w odwrócone oczy i wbite w ziemię spojrzenie.
-  No co jest z wami? Przecież mówiliście, że chcecie coś zmienić. Teraz najwyższa pora
– dodaje, ale już sam do siebie.

 

W Polsce są mobbingowani i mobbingujący. Są również ci, którzy starają się coś zmienić. Są to postacie groteskowe, i za swój idealizm ośmieszone. Jak tytułowy Don Kichote, wierzący w misję. Lecz dopóki na niewłaściwe zachowanie, odpowie milczenie, chłostani sami będą wymierzać sobie bicze.

 

Aneta Bulkowska

Foto:sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.