Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Czy zakaz palenia można obejść? Od kilku miesięcy w lokalach gastronomicznych obowiązuje całkowity zakaz palenia. Jednym dający wytchnienie od nikotynowego „dymka”, innym naruszający swobodę osobistą. Właściciele z obawy przed utratą klientów wciąż poszukają kreatywnych rozwiązań. Szczególnie tam gdzie brak miejsca nie pozwala na wydzielenie palarni. Czy możliwe jest obejście zakazu bez łamania prawa i kto w tej batalii zwycięży?

 

Szacuje się, że obecnie w Polsce liczba palaczy sięga 12-13 mln. Większa część to stali klienci lokali komercyjnych.

 

Nie można ich ignorować – tłumaczy Mirosław R., właściciel będzińskiego pubu. Odkąd weszła w życie ustawa antynikotynowa interes opustoszał, a pan Mirosław wzdycha do czasów świetności, ze szkodliwym dymem, ale i pełną salą.

 

Teraz nawet jak przychodzą to wypiją jedno, dwa piwa i wracają do domu – dodaje z nostalgią.

 

W weekendy lokal świeci pustkami, a ludzie przenoszą się do miejsc gdzie wyodrębniono palarnie, albo zwyczajnie nie wychodzą z domu.

 

Wolę kupić piwo w sklepie i posiedzieć u siebie ze znajomymi, gdzie możemy palić do woli, nikt nam nie narzuca ograniczeń – mówi Bartosz K. jeden ze stałych klientów „Twierdzy”.

 

W niedalekiej przyszłości właściciel będzie musiał uwzględnić potrzeby klientów i zamontować kosztowną wentylację.

 

Nie przeszkadza mi, że ktoś pali. – mówi Karolina, studentka z Katowic. Choć sama nie jest nałogowcem zwykle przebywa wśród palących znajomych – zazwyczaj i tak jesteśmy razem, więc wciąż wdycham ten dym. Jednak jeżeli ktoś tego nie toleruje może się odłączyć – konstatuje.

 

Jednak nie do końca…

 

Do momentu, aż ustawa nie weszła w życie, osoby niepalące „zmuszane” były na wdychanie trującego dymu.

 

Już nawet nie chodzi o samo bierne palenie , ale o ten uporczywy smród, który wchłaniały ubrania, skóra, włosy jeszcze wiele godzin po wyjściu z lokalu. – mówi Michał K., stały bywalec pubów.

 

W katowickim klubie „Selekcja” wyodrębniono dwie sale. Na dole bawią się amatorzy „dymka”, górę w całości przeznaczono dla niepalących. Zresztą od początku takie było założenie tego miejsca. Zasady nie zostały naruszone. Każdy indywidualnie decyduje gdzie się odprężyć. A narzekający wreszcie mogą bawić się bez szkodliwego dymu.

 

Tylko pytanie, dlaczego góra świeci pustkami, a każdy bawi się na liberalnym parkiecie?

 

Podobne rozwiązanie zastosowały dyskoteki, katowicka „Pomarańcza”, czy„Spiż” wyodrębniły oddzielne sale skupiające pasjonatów nikotyny.

 

Ale głosy sprzeciwu nie cichną, a właściciele krzyczą niemal jednogłośnie, skoro to ich prywatna działalność, sami powinni decydować o tym, jakie ograniczenia wprowadzać. Szczególnie tam, gdzie za kontuarem stoją sami. Dlatego też ustawa uwiera właścicieli jak przyciasne buty i zmusza do natychmiastowych działań. Jednym z takich rozwiązań okazał się „Klub miłośników tytoniu”. Tylko w pierwszym dniu na listę „Lornety z meduzą” wpisała się znaczna liczba uczestników. Za symboliczną złotówkę otrzymuje się legitymację członkowską, a przed wejściem ostrzeżenie, przed „zadymionym” klimatem.

 

Powodem dla jakiego „Kluby palacza” nie zdominowały jeszcze rynku, to sanitarny wymóg, gdzie w miejscu jego powstania, nie można by podawać posiłków, ani alkoholi procentowych, co kłóci się z ideą lokalu gastronomicznego. Z kolei kluby palacza dużą popularnością cieszą się u naszych sąsiadów. W Niemczech mnożą się jak przysłowiowe grzyby po deszczu, i choć w przyszłości sąd ma podważyć ich legalność, nic nie wskazuje by w najbliższym czasie miały zniknąć.

 

Ustawa dotknęła wszystkich. Widok palaczy przed drzwiami osiedlowych barów przestaje dziwić. Szczególnie na widok porozrzucane niedopałków i petów nie trafionych do popielniczki. Ale nawet takie wystawanie przed lokalem bywa ryzykowne. To kolejne miejsce publiczne, gdzie straż miejska może ukarać grzywną.

 

Dostałem już karę – mówi Krzysztof S. klient jednego z osiedlowych barów. Po tym jak zamanifestował swoją wolność otrzymał mandat w wysokości 500 złotych, kiedy jednak wyszedł na zewnątrz, by zapalić omal nie dostał drugiego tyle, za palenie w miejscu publicznym.

 

Miejsca objęte zakazem:

 

– uczelnie (można w wydzielonym miejscu z wentylacją)
– puby (można w wydzielonym miejscu z wentylacją)
– bary (można w wydzielonym miejscu z wentylacją)
– restauracje (można w wydzielonym miejscu z wentylacją)
– szkoły – zakłady opieki zdrowotnej
– obiekty sportowe
– pociągi
– autobusy
– taksówki

 

Największy problem z wprowadzeniem zakazu mają dzierżawcy w małych miejscowościach. Na przykład w okolicy Siewierza, lokalne bary zezwalają na palenie w środku.

 

Zazwyczaj przymykamy oko, gdybyśmy wprowadzili zakaz odeszło by sporo klientów, którzy wybraliby piwo na ławce, albo w domu – mówi Krystyna W., barmanka jednego z lokalu w Brudzowicach. Zdaje sobie sprawę jednak, że ta dezynwoltura może kosztować ją nawet 2000 zł.

 

Dobre rozwiązanie to letni ogródek. Gdzie na świeżym powietrzu palacze mogą delektować się dymkiem do woli.

 

Tylko, że sezon w Polsce trwa 3 miesiące, a lokal trzeba utrzymać przez okrągły rok – dodaje Mirosław R., właściciel „Twierdzy”.

 

Myślał nawet nad pomysłem wycięcia w ścianach trzech dziur na wzór Szwajcarskiego lokalu „Caravelle”, przez nie klient mógłby wystawić głowę i ręce, ten sposób umożliwiłby pozostanie w lokalu bez rezygnacji z papierosa . Przed zastosowaniem tego planu w praktyce powstrzymała go liczba dziur, którą musiałby stworzyć dla nie takiej małej przecież rzeszy palaczy.

 

Inny „ciekawy” pomysł na obejście przepisów to umieszczenie małej tabliczki z zakazem głęboko za barem, nieumieszczenie graficznych ostrzeżeń w lokalu i wydawanie gościom popielniczek z informacją, że sami podejmują ryzyko przyłapania na paleniu – tak właśnie jest w jednym z tarnogórskich lokali.

 

Według danych statystycznych najwięcej właścicieli zdecydowało się na zmianę profilu lokalu, co w praktyce oznacza całkowitą rezygnację z palenia. Dużym zainteresowaniem cieszy się alternatywa wydzielenia strefy palących, kolejnym krok to „poświęcenie” jednej z sal, pozostałe to te, w których zakaz palenia, od początku stanowił główne założenie.

 

Dobrym pomysłem wydają się e-papierosy sprzedawane lub wypożyczane „do piwka”. Takie jednorazowe gadżety za niewielką sumę miałyby stać się surogatem prawdziwego papierosa. Jednak tylko na czas, aż Ministerstwo Zdrowia nie wprowadzi zakazu ich użycia, podobnie jak na Węgrzech.

 

Pomysłów nie brakuje. Po co inwestować w urządzenia wentylacyjne, jak można po prostu obejść prawo…w końcu Polak potrafi.

 

Niektórzy właściciele nie potrafią zrozumieć, że tu nie chodzi o odebranie praw palącym, a jedynie o poszanowanie praw niepalących i pracowników lokali, którzy chcąc nie chcąc musieli do tej pory siedzieć w nikotynowym smrodzie…

 

Aneta Bulkowska, Roman Cabański

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.