Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Wybija dwunasta! Szczęśliwego Nowego Roku! Zaczęło się. Jeszcze tylko tej nocy nie pożałujemy sobie procentów, do tego kilku papierosków i oczywiście jakiegoś pysznego ciasteczka! Jak szaleć to szaleć! W końcu sylwester to nie byle jaka impreza. Ale od jutra już będzie inaczej. Oto nadszedł czas by się sprecyzować. Z czym od dziś koniec? No na pewno z piciem. Noworoczny kac nie jednemu wpycha w usta: „już nigdy więcej”. Poza tym rzucamy palenie. Koniec też ze słodyczami. Ograniczamy wydatki! Koniecznie zabieramy się za kształcenie. Zapisujemy się na kursy języków obcych. Oczywiście obiecujemy być mili, dobrzy, pomocni i zawsze iść na kompromis. O jak ładnie brzmi! Czy nie tak samo jak w zeszłym roku? Ale ciii, nie psujmy atmosfery.

 

Lubię styczeń. Ludzie tryskają humorem, energią i wiarą w lepsze jutro. Do siego roku! – życzą wszystkim wkoło (najbardziej chyba sobie). Wymyślają ambitne pozycje i namiętnie opracowują inteligentne strategie. Gdzieś tak do lutego trwa ta cała aura. Jeszcze wtedy towarzyszy nam głupia mama nadzieja.

 

Dokładnie 6 grudnia stałam z bratem na przystanku. Wracaliśmy z imprezy mikołajkowej a on wypalał papierosa za papierosem. Jako troskliwa siostra nie omieszkałam wypomnieć mu jego postanowień. Pamiętam jak 1 stycznia przyklejał żółte karteczki na meblach, na lustrze w przedpokoju i drzwiach z łazienki. „Zaoszczędzę!”, „Będę miał bielsze zęby!”, „Nie będę odrażająco pachniał!”, „Na ratunek płucom!” i wiele innych podobnych argumentów. Niestety były przekonujące tylko przez tydzień.

 

Koleżanka jeszcze w grudniu zeszłego roku chwaliła się swoją nową kolekcją płyt DVD z muzyką i ćwiczeniami na brzuch, biust i pośladki, jaką sobie sprezentowała pod choinkę. W lutym szykowała się niemała impreza organizowana przez właściciela firmy, w której pracuje. Nie było mowy, żeby nie wcisnąć się w sukienkę. Parę tygodni po zabawie zaprosiła mnie by pochwalić się zdjęciami. Miała na sobie nową sukienkę. Rzecz jasna w swoim rozmiarze, bo tamtej, chcąc nie chcąc, nie mogła założyć. Tamtego dnia poczęstowała mnie jeszcze czekoladowym torcikiem.

 

Mam zwariowaną sąsiadkę zakupoholiczkę. Jak tylko coś kupi, moja mama pierwsza o tym wie. O tym, że w tym roku miała dużo nie wydawać też mama dowiedziała się jako pierwsza. Tak się kobieta zastrzegała, że już nie będzie szastać pieniędzmi, a w marcu wzięła pożyczkę na nową kuchnię. Potem zapraszała wszystkich i się nią chwaliła. „Piękna, cudna i wytworna” – mówiła. Ani słowa o oszczędzaniu.

 

No i wreszcie ja. Słownik do włoskiego leży nie tknięty od stycznia. Jeszcze pachnie nowością! Może chce ktoś odkupić? Żartuje, w tym roku na pewno się uda!

 

Listopad – tego miesiąca nie lubimy najbardziej. Jakiś sprzeciw? Ach niech sobie jest. W następnym listopadzie i tak się przekonacie, że mam rację. Bo to czas na rachunek sumienia. W tym roku było tak: ten dalej pali, ta przybrała 2 kilogramy, inna wzięła kredyt a ja buon giorno! – to wszystko co umiem. Stwierdzam nieśmiało, że niestety nie wyszło. Cóż, trzeba było przeczekać i zaplanować coś od nowego roku… Tym razem przecież cuda, przepraszam, się uda.

 

Daria Cygan

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.