Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Pamiętam kiedy babcia przed snem opowiadała mi bajki. W objęcia Morfeusza wpadałam z wizją świata, w którym wszystko było piękniejsze, dobro zawsze wygrywało ze złem, a mężczyzna mojego życia trafiał do mnie po ziarnkach piasku i cucił jednym pocałunkiem z długiego letargu. Zawsze wierzyłam, że prawdziwe życie toczy się za górami, za lasami, w krainie wiecznej szczęśliwości. Przyznajmy drogie panie, że gdzieś w głębi duszy tkwi obraz tego idealnego świata, który z takim zaparciem ukazywano nam od maleńkości.

 

Gdzieś tam musi być ten inny świat i bynajmniej nie chodzi tu o świat inny Grudzińskiego, nie chodzi o inne kraje, kultury czy obyczaje. Ten inny świat, gdzieś z dala od wszystkiego, taka nadzieja, że nas „nie dotyczy”.

 

Gdybyśmy nie wierzyły nikt nie oglądałby „Kate and Leopold”, a na listach najbardziej poczytnych pozycji nie widniałyby Królewny Śnieżki, Kopciuszki i inne twory. Ktoś od wieków każe nam wierzyć, że nowy obiekt zainteresowania, nie jest tym ostatecznym, bo przecież gdzieś tam na nas czeka ten i owy ze snów, który wyrwie nas z szarzyzny życia. Bądź co gorsza dochodzi do rażącej pomyłki, w której przypisujemy owemu obiektowi znaki szczególne i z wielkimi różowymi okularami na nosie mówimy „Tak”, po to by po ich zdjęciu z powrotem powędrować na sądową salę.

 

Goethe zwykł mawiać, że należy uważać o co się prosi w młodości, bo jest pewne, że otrzymamy to w wieku dojrzałym. Jak to się ma jednak to żab, które z taką pasją całujemy?

 

Dysonanse rodzą się już gdy wkraczamy w zakazany dorosły świat. Wszystkie stereotypy, które zakodowały się w naszej podświadomości na podeszwach czerwonych szpilek, sandałów i balerinek wnosimy w dorosłe życie. Szukając archetypów miłości prawie zawsze wpadamy w pułapki omyłek sprowadzające kobiety do ról nieszczęśliwych żon, rozwódek, singieliek.

 

To właśnie w bajkach, nieświadome jeszcze dowiedziałyśmy się czym jest materializm. Nie ma się co dziwić kiedy dowiadujemy się, że kobiety na swych partnerów wybierają właśnie tych z posagiem. Wiadomo nie od dziś, że książę zawsze miał w zanadrzu zamek, bogatą rodzinę i białego rumaka. Z tym dobytkiem brał za żonę niezbyt zamożną, acz grzeszącą urodą niewiastę, która do końca życia w zamku wyręczana przez służbę nigdy już paznokcia nie złamie szorując podłogę. Klasyczny mezalians był nie tylko puentą wszystkich wymyślnych historyjek, ale spowodował, że gdzieś w głębi kobiety zaprogramowany jest tryb „czekania” i wciąż tkwią one jak lilie na wodzie, aż zostaną odkryte – jak przystało na księżniczkę, jakże często (na własne życzenie) ubogą księżniczkę.

 

Bajkopisarze mężczyznom postawili wysoko poprzeczkę. Teściowe życzą sobie zięcia bogatego, wiernego, oddanego, szaleńczo przystojnego i walecznego, który z życiem rozprawia się jak ze smokami. Z surrealistycznych wymogów najlepiej zdają sobie sprawę wszyscy mniej waleczni i mniej zaradni życiowo przedstawiciele.

 

Jak zatem wyrwać tak mocne drzewo, kiedy jego korzenie sięgają do pokoleń?

 

Każda z nas wierzy, że wielki reżyser stworzył dla niej scenariusz. I że w tym przedstawieniu to właśnie ona odgrywa główną rolę. Jednak jakże często życie udowadnia nam, że nie wszystko idzie zgodnie z planem, nawet w filmie. W konsekwencji Kopciuszki zostają Kopciuszkami, Śnieżki Śnieżkami. A królowe spotykamy na ulicy codziennie. Te królowe codziennie (po dobranocce) stoją pod zamkiem, królowe „wagi” balansujące torbami z zakupami rano i w południe, oraz królewny z permanentnym makijażem oka, które nieustannie przesalają zupę.

 

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.