Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Mimo, że każdy ceni sobie komfortową podróż, to wciąż jesteśmy dla siebie dokuczliwymi pasażerami. Do problemów takich jak zwolnienie miejsca starszej osobie czy spożywanie posiłków podczas jazdy, dołączył problem rozmawiania przez telefon komórkowy. Katowice, piątek, godzina 16. Przystanki autobusowe przypominają ule pełne os. Każdy marzy by jak najszybciej wydostać się z centrum. Na przystanek podjeżdża autobus. Wszyscy wchodzą. W ostatniej chwili ktoś wpycha się na siłę. Zmieścił się. Kierowca rusza. Nie minęła minuta a w autobusie rozlega się muzyczka. Choć każdy zna swój dzwonek w telefonie, wszyscy odruchowo chwytają za kieszenie. Po chwili już każdy wie – to ten przy drzwiach. Śmiech. Da radę? A może ma inny dylemat? Otóż, wypada czy nie wypada?

 

Pasażerowie zawsze powołują się na jeden argument: płacę więc mogę. Ale za tym, opowiadają się zarówno ci, co rozmawiają, jak i ci, którym rozmowy przeszkadzają. Mało kto zdaje sobie sprawę, że decydując się na zakup biletu godzimy się na warunki jazdy ustalone w regulaminie. A że powszechnie obowiązuje zasada swobody umów więc jakiekolwiek zapisy w regulaminach zamieszczać można. Jeśli związek komunikacyjny ustali zakaz korzystania z telefonów, zakaz taki obowiązuje pasażerów ich linii.

 

W listopadzie zeszłego roku głośna rozmowa telefoniczna w autobusie jeżdżącym po stolicy, doprowadziła do tego, że kierowca wyrzucił rozmówcę z pojazdu. Stołeczny ratusz poparł to zachowanie, tłumacząc, że to sposób na promocję savoir-vivre’u. Inne miasta pękały ze śmiechu – pisało „Życie Warszawy”. Może i pękały, ale od tego czasu w autobusach kilku województw, w tym na Śląsku, zaczęły pojawiać się naklejki z przekreślonym telefonem komórkowym. Co sądzą o tym sami zainteresowani?

 

– Zakaz rozmów przez telefon? To tak jakby zabronić ludziom rozmawiania. Co za różnica czy pasażer mówi do słuchawki czy do innego pasażera? W obu przypadkach można rozmawiać szeptem i problem znika – Klaudia, 21 lat.

 

– Bardzo się denerwuję kiedy ktoś odbiera telefon w autobusie. Cały autobus, czy chce czy nie, musi uczestniczy w prywatnej rozmowie jednego pasażera. Ja czuje dyskomfort, a przecież powinien go czuć rozmówca – Basia, 19 lat.

 

– Przepraszam, a dwie stare baby rozmawiające między sobą są mniej irytujące?! Obgadują połowę osiedla, głównie sąsiadów, potem ich dzieci i wnuki. To bez znaczenia, czy ktoś krzyczy do telefonu, czy do osoby obok. Prawo powinno być konsekwentne, albo zakazujemy jakichkolwiek głośnych rozmów w autobusach, albo zezwalamy na wszystkie – Alicja, 25 lat.

 

– A co jeśli na trasie wydarzy się wypadek i trzeba będzie powiadomić pogotowie? Dzwonię lub odbieram telefon, bo czuje się zobowiązany. Po to go mam, by ktoś mógł się ze mną skontaktować i odwrotnie. Jasne, że jeśli chodzi o błahą sprawę, to deklaruję, że oddzwonię. Ale w sytuacjach koniecznych, nie chce się bać, że za rozmowę zostanę wyklęty przez społeczeństwo! Jak jakiś przestępca! Ten zakaz to absurd! – Marcin, 28 lat.

 

– Jest coś takiego, jak nietykalność cielesna. Nie może jej naruszać ani kierowca, ani żaden podirytowany pasażer. Nie słyszałem o tej sprawie, ale gdybym to ja został wyrzucony, czyli pozbawiony usługi, za którą zapłaciłem, walczyłbym o zwrot pieniędzy – Piotr, 39 lat.

 

– Zakaz ma swoje dobre i złe strony. Cenię sobie spokojną podróż, bo jeżdżę autobusami codziennie i to po kilka godzin. Ale z drugiej strony, czasem mam potrzebę zadzwonić, np. by uprzedzić o spóźnieniu lub by komuś przypomnieć coś bardzo ważnego. Nie zawsze dzwonię na komórkę i nie zawsze mogę wysłać smsa – Przemek, 24 lata.

 

– Rozmowa przez telefon w autobusie do kulturalnych nie należy, ale to tylko rozmowa, jak każda inna, którą prowadzą pasażerowie między sobą. Co więc powiedzieć o małolatach, którzy dla szpanu puszczają swoje komóry na cały regulator? Jednemu już powiedziałam, że jak chce szpanować, niech kupi sobie fajne słuchawki – Aleksandra, 25 lat.

 

– Jak zwykle w Polsce robi się afery wokół bzdur. Jeśli ktoś wyjątkowo głośno rozmawia przez telefon to należy grzecznie zwrócić mu uwagę. Takie zakazy są śmiechu warte – Paweł, 27 lat.

 

– Zakaz? To proszę sobie wyobrazić taką trasę, podczas której pasażerowie uporczywie sięgają po telefony, a kierowca wytrwale zatrzymuje się i wyprasza ich z autobusu jednego po drugim – Anna, 40 lat.

 

– To zupełnie normalne, że ludzie na to reagują. Taka osoba powoduje dekoncentrację, burzy spokój myśli i wręcz zmusza do skupiania uwagi na tym, co wypowiada. Niestety coraz mniej z nas interesuje się odczuciami innych i nawet nie zadaje sobie trudu by pomyśleć, jak zachowanie zostanie odebrane przez innych pasażerów – Marta, 22 lata.

 

Czy wypada zwrócić uwagę? Kto zna dobre maniery ten wie, że człowiek dobrze wychowany nigdy nie zwraca uwagi. Ale jak ktoś, kto robi coś źle, ma się o tym dowiedzieć? Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem będą tabliczki informacyjne. Jednych będą uczyć, innym będą przypominać jak się zachowywać i czego unikać podczas jazdy autobusem.

 

Daria Cygan

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.