Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Domy dziecka strukturą przypominają kolonie. Kindersztuba zaczyna się już od pobudki, później mycie, szkoła, odrabianie lekcji, czas na zabawę. Placówki oferują przytulne pokoje, smaczne posiłki i całodobową opiekę. Każdy lubi kolonie. Dzieci chętnie na nie jadą. Ale nawet najbardziej ciekawe wczasy, kiedyś się znudzą, i wtedy chciałoby się wrócić, do ciepłego domu, gdzie czeka mama i tata. Rodzinny dom dziecka, to miejsca o wysokim standardzie. Kolorowe wnętrza, przytulne pokoje – niektóre naprawdę robią wrażenie – z pełnym wyposażeniem, kuchnia, a z nią przesympatyczne panie kucharki. Jest i świetlica. Nie brakuje wycieczek, czytania bajek, Świętego Mikołaja, czasem nawet wpadają gwiazdy, na Śląsku Kupicha znany jako Feel i Ania Wyszkoni, to stali bywalcy. Gdzie się nie rozejrzeć, to koleżanki i koledzy, na samotność nie ma co narzekać, raczej na brak intymności, miejsca na indywidualność i wczesne pobudki.

 

Codzienność w domu dziecka

 

Ktoś z zewnątrz wchodzi do takiego domu jak do przedszkola, sanatorium, internatu. Zewsząd wydobywają się radosne krzyki dzieci, starsi wychowankowie są nieco mniej ekspresyjni, ale ich dyskusje też słychać. Licealiści pomagają w nauce, kłócą się, przeżywają miłostki, opowiadają historię. W pewnym momencie człowiek, łapie się na pytaniu : na co oni tak narzekają? Przecież niczego im nie brakuje. Miliony dzieci w Polsce żyje w patologicznych rodzinach i nawet nie ma swojego komputera. A oni tu wszystko. I czysta pościel, i gry, i odtwarzacze muzyki, ubrania, telewizor, a w pokojach mieszka się jak z bratem lub siostrą. Jeśli ktoś ma problem, porozmawia z psychologiem, wychowawcą, wiele dzieci w normalnych domach cierpi na ubytek atencji, ale szkoła już go nie uzupełnia, zdając się na rodziców. Czy wychowankowie w ogóle mają na co się skarżyć?

 

Nie wystarczy pobyć w ośrodku kilka godzin – mówi Ela, wolontariuszka w jednym z katowickich ośrodków. – W dzień każdy ma swoje zajęcia, czas płynie inaczej, w nocy wszystko się zmienia.

 

Co jest wieczorem? Cisza, spokój, sen.

 

Wtedy zagłuszane podczas całego dnia myśli, dają o sobie znać. Pod drzwiami wówczas słychać szepty, zwykle najmłodszych, tych które jeszcze mają nadzieję : Daj mi mamusie i tatusia, który będzie mnie kochał. Amen.

 

Najbardziej porusza modlitwa Bartka, sześcioletniego wychowanka, jego rodzice zginęli w wypadku, kiedy miał dwa latka.

 

Wiem, że kiedy będę naprawdę grzeczny, wtedy wrócicie mamo i tato, deklamuje co wieczór. W dzień zaś wykonuje najlepiej wszystkie obowiązki, odrabia dokładnie lekcje, i zjada do końca posiłki.

 

To najbardziej grzeczny i przykładny chłopiec w całym ośrodku – podsumowuje Pani Janda, sprzątająca w ośrodku.

 

Dom dziecka to nie wakacyjny kurort, a wychowankowie to nie pensjonariusze. Każdemu przydzielono zakres obowiązków. Żaden dzień nie może być stracony. Aga z Kasią, mieszkające tu od ponad piętnastu lat dobrze o tym wiedzą. W pokoju musi być czysto i schludnie, łóżka pościelone, lekcje odrobione, często też pomagają na kuchni, opiekują się młodszymi braćmi i siostrami (bo wszyscy tu są jedną rodziną), pomagają w odrabianiu prac domowych, wymieniają się ubraniami, przedmiotami, wszystko opiera się na wymianie barterowej, otrzymują również tygodniówki. Młodsi uczą się od starszych, panuje ścisła hierarchia.

 

Ciężka sytuacja placówek opiekuńczych

 

Nie wszędzie jest tak optymistycznie. W Polsce istnieje ponad 200 ośrodków, gdzie brakuje miejsc, a dzieci śpią na korytarzach, na dostawianych łóżkach. Powstaje coraz więcej rodzinnych domów dziecka, jak i małżeństw pełniących rolę rodziców zastępczych. Szacuje się, że 16% rodzin ma ten sam adres co rodziny naturalne, czyli sytuacja się nie zmienia. Obecnie zarejestrowano 387 domów dziecka i 152 rodzinnych, łącznie 18 000 wychowanków. Obok domów dziecka istnieją około 53 ośrodki pogotowia opiekuńcze, a w nich 2 864 ofiary przemocy i zaniedbania, co w przeliczeniu na jedną placówkę daje 54 podopiecznych.

 

Kubuś ma pięć lat. Niewiele, lecz wystarczająco dużo, by zrozumieć, że widok zataczającego się ojca, nie jest normalny. To jak do tej pory był traktowany, wywołuje ogromne oburzenie, ale nawet brutalne zachowanie ojca nie zdołało wyprzeć przywiązania. Bo kocha ojca nad życie, matka umarła dużo wcześniej, został mu tylko on. Dopóki nie znajdzie pracy, nie stanie na nogi, Kuba pozostanie w ośrodku. Ma dużo szczęścia, gdyby nie interwencja pracownika socjalnego, mogło się to dużo gorzej skończyć. – Jak do nas przyszedł, był brudny, wychudzony i przerażony – wspomina Ela – teraz jest znacznie lepiej. Fakt, aparycją nie odbiega od rówieśników. Sztruksowe spodnie, jakaś bluza, równo przystrzyżone włosy. Od przeciętnego pięciolatka odróżnia go t y l k o puste spojrzenie, elokwencja dorosłego i przeszywający smutek.

 

Najlepszym systemem, jest pomoc rodzinie. Ponad 94 % dzieci, marzy o powrocie do rodzinnego domu, aż 34% wychowanków przebywa w ośrodkach, z powodu ciężkiej sytuacji w domu.

 

Sieroce naleciałości

 

Syndrom niedostatecznej miłości, braku uwagi, poczucie odrzucenia. To chleb powszedni psychologów z placówek domu dziecka. Już przy samym wejściu, na szyję rzucają się maluchy, każde podświadomie kieruje na siebie uwagę. Wychowawcy od początku starają się wpoić im pozytywne wartości, szczególnie młodzieży, tłumacząc, że mają szansę na normalne życie. Wielu z nich w to wierzy.

 

Jak wyjdę z bidula, założę normalną rodzinę, ciepły dom – opowiada Sylwia, 18 lat.

 

Statystyki są jednak bezlitosne.

 

Dziecko z domu dziecka, ma bardzo małe szansę na założenie normalnej rodziny, to się prawie nie zdarza – mówi Pani Joanna, wychowawca placówki, w której przebywa Sylwia.

 

Sytuacje sierot najlepiej zauważyć w szkole. Są to z reguły ludzie trzymający się na uboczu, odludki. Od samego początku noszący w sobie kompleks „niższości”, ta świadomość alienacji, będzie nieodłącznym elementem całej ich egzystencji.

 

Wiem, że nie jestem gorsza, jestem taka jak inni, ale kiedy tylko idę do normalnej szkoły, wiem że to kłamstwo. Nigdy nie będę taka jak wszyscy – dodaje dziewczyna.

 

Tomek ma 28 lat. Ma żonę i córkę, pracuje jako kierownik sklepu, skończył studia. Udało mu się i udaje dzięki wyrozumiałości żony.

 

On wciąż musi być w centrum zainteresowania, mieć wszystko co najlepsze, kiedy w towarzystwie uwaga na nim słabnie, zaczyna opowiadać kawały, wygłupiać się. Wydaje pół swojej pensji na ubrania, wciąż musi coś komuś udowadniać – opowiada jego żona, Kasia.

 

Sieroty osiągają znacznie gorsze wyniki w nauce, szybciej się zniechęcają, kiedy coś im nie wychodzi. Wielu z nich tworzy wyimaginowane historię na temat rodziców, byle nikt nie dowiedział się dokąd wracają.

 

Brak opieki i wsparcia rodziców oraz wychowanie w instytucjach opiekuńczo – wychowawczych, nie sprzyja rozwojowi procesów emocjonalno – motywacyjnych, oraz społecznych wychowanków domu dziecka, podaje Ewa Drozd, z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie.

 

Ela, wolontariuszka wierzy w pozytywną rolę ośrodka, co potwierdza zdjęciami z kroniki, z różnych wydarzeń, wycieczek, odwiedzin, uroczystości, na każdej fotografii widnieją dzieci z szerokim uśmiechem i świecącymi oczami. Są też zdjęcia z Wigilii. Przy suto zastawionym wielkim stole siedzi ponad trzydzieści dziecięcych twarzy, pod choinką kłębią się maluchy wypakowując nowe lalki, ubrania, samochody, a na ich buziach grymaśne rozczarowanie, czy są aż tak naiwne, żeby wierzyć, że mama i tata znajdą się, gdy rozerwą papier?

 

W rożnego rodzaju placówkach przebywa łącznie 80 000 dzieci, a 12 000 następnych czeka na wolne miejsce, w woj. katowickim liczba ta wynosi 500. 60% – bezdomnych przewijających się przez ośrodki Marka Katońskiego, to byli wychowankowie domów dziecka.

 

*Dane zaczerpnięte z resortowych danych statystycznych.

 

Aneta Bulkowska

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.