Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Spółdzielnie mieszkaniowe od lat borykają się z pewnym problemem. A o jakim problemie mowa nie trudno zauważyć. Bo psie pozostałości nie wyglądają estetycznie ani na pasie zieleni, ani na chodnikach. Dlatego władze miasta chcąc uporać się z nieprzyjemnym widokiem zarządziły obowiązek sprzątania nieczystości przez właścicieli psów. Pomysł ten pojawił się już dawno, jednak ludzi na spacerze z psem trzymających woreczek jak nie było tak nie ma, a spacery po trawniku pozostawiamy amatorom mocnych wrażeń.

 

Osiedle dziesięciopiętrowych bloków. W jednym budynku statystycznie dwustu lokatorów. Zatem około pięćdziesiąt psów co najmniej dwa razy dziennie wychodzi na spacer. Liczba ta jest na tyle ogromna, gdy pomyślimy o skromnych pasach zieleni pod balkonami. Te małe, przyjemne dla oka naturystyczne widoki jednak przy bliższym zetknięciu okazują się prawdziwym polem minowym, po którym sprawnie poruszać można się jedynie na czterech łapach.

 

Na każdej klatce widnieje kartka „Sprzątać nieczystości po psach!”. Kto nie dostosuje się do zakazu narażony jest na gniew dozorcy i wtórujące niezadowolone głosy sąsiadek, ewentualnie mandat. Na tym konsekwencje się kończą.

 

Kolejnym punktem mającym za zadanie regulować stosunki właściciel – lokator to wyprowadzanie psa w miejsca mało uczęszczane. Utopijna wizja łąki jednak jakże często przeplata się z ruchliwą drogą, czasami przeciętą torami.

 

Nie posądzając władz miasta o fatalizm i skrajny idealizm warto podkreślić, że pomysł sprzątania po psie jest ideą szczytną i trafną. Pod warunkiem, że przestrzegać jej będą wszyscy, bez wyjątków. Jednak wizja nielegalnych wysypisk śmieci, oraz zanieczyszczeń ludzkich poniewierających się po ulicach jakże często wyklucza pojęcie „wspólnota”.

 

Załóżmy, że Kowalski od tej pory sprząta po swojej jamniczce. Codziennie dwa razy dziennie przyczynia się do propagowania czystości w naszym mieście. Jeżeli znajdzie się takich adeptów kilku jest szansa, że trawniki staną się miejscem estetycznym. Jednak wystarczy, że Nowak z bernardynem, oraz kilku innych mu wtórujących nadal będzie przestrzegało „starej szkoły”, a problem nawet na chwilę nie zmaleje.

 

Dlatego tak ważne jest by zastosować czynności, które niemal na stałe zmienią stan obecny. Do tego jednak nie są niezbędne karne procedury, mandaty, ale alternatywy dzięki którym będzie możliwe dokonanie wyboru. Mam na myśli specjalne wydzielone miejsca dla psów. Specjalne piaskownice jednak szybko poznikały z osiedlowych bloków, a czystości jak nie było do tej pory, tak nie ma. Dlatego może warto energię poświęcaną na przepędzaniu czworonogów poświęcić na budowanie specjalnych miejsc – psich toalet, w których psy będą mogły załatwiać fizjologiczne potrzeby bez narażania swojego pana na przykre konsekwencje.

 

Ponadto ludzie wynajęci do ról ogrodników, dozorców, sprzątaczy często pomijają nieprzyjemny problem. Świetnym rozwiązaniem okazały się odkurzacze, którymi wynajęci ludzie usuwają nieczystości. Bez narażania na fizyczny kontakt, a całość przebiega sprawnie i szybko. Dla odmiany w Polsce postawiono kilka koszy na kształt psa, oraz jednorazowo podano woreczki, które nietknięte do dziś niejednemu amatorowi psów zalegają w domu.

 

Powiedzenie „Jak kto dba, tak i ma” sprawdza się w tym przypadku idealnie. Bo jak dbamy i jak mamy widać gołym okiem. Jednak nakazywanie właścicielom porządkowanie psich zwyczajów jakże często prowadzi do sytuacji konfliktowych. Jak się okazuje po raz kolejny nie wystarczy jedynie zakazywać.

 

Aneta Bulkowska

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.