Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Na swoje szczęście w nieszczęściu o tej samej godzinie i tego samego dnia tygodnia przez długi okres czasu napotykałam się na swojego sąsiada. Siłą rzeczy wjeżdzaliśmy tą samą windą, na to samo piętro, tę samą klatkę schodową. O szóstej zero zero zjeżdzaliśmy do tego samego sklepu po bułki (też te same). To dziwne otwierać oczy i za każdym razem widzieć tą samą osobę, warującą przy drzwiach.. Poczułam ogromną empatię dla bohatera „Dnia Świstaka”.

 

Zrządzeniem losu zaczęliśmy wspólnie wracać. Ja umordowana po ciężkim dniu, on świeży jak skowronek i piżmowym aromatem wyżerającym mi trzecią dziurkę w nosie.

 

Jak już wspomniałam wcześniej okazja do obserwacji nadarzyła się niepowtarzalna. Tak przez cały miesiąc obserwowałam, kiedy to znudzi mu się pojawianie w tym samym miejcu, o tej samej godzinie i otwieranie drzwi zawsze w ten sam sposób „Proszę”, „Dziękuję”.

 

Pewnego dnia mój windziarzowy współtowarzysz wydał głos.

- A co to pani tak zawsze wcześnie wstaje? powiedział wlepiając się z całej siły w moje oczy, a zapach piżma wgryzał się w gardło
– Jadę do pracy. Alę widzę, że pan także, dziwny zbieg okoliczności – odpowiedziałam bez irionii, przysięgam.
– A no ja też do pracy, no bo ja w tej… eeee w kancelarii pracuję. – odparł nie tracąc animuszu. – no tym, adwokatem jestem.
Przystanek, dziewiąte. Wysiadamy.
– Jestem Maciek – podaje mi rękę, uściskiem łamacza kości. – Może no ten, wyskoczymy na kawę, albo na jakiegoś no ten browara, znaczy drinka czy coś, albo coś no nie?
Przecząco pokiwałam głową, odszedł z miną poor baby..

 

Nie żebym go nie polubiła, ale jego wymuszona pewność siebie wywołała u mnie natychmiastową reakcję „kubeł zimnej wody”. Oczywiście po tym zdarzeniu wszystko wróciło do funkcji microsofta „Przywróć stan sprzed miesiąca” i znów odetchnęłam z ulgą.

 

Aż do pewnego dnia, w którym listonosz przyniósł paczkę. Z jakichś przyczyn trafiła w moje ręce, choć adresatem była bez wątpienia osoba płci męskiej. Naruszając wszelkie zasady przyzwoitości, tajemnicy korespondencji etecera. Tak wiem, przyznaję się Wysoki Sądzie do winy…

 

W środku była książka. Ale książka nie byle jaka. Na okładce widniała piękność wpatrująca się z uwielbieniem w swojego rozmówcę, na pierwszy rzut oka, faceta typu totalna fajtłapa. Spojrzałam na tytuł : Jak uwieść kobietę w 30 dni. Krok drugi. Nie trudno zgadnąć kto był adresatem paczki. Oczywiście książkę pod drzwi sąsiada zwróciłam. Rzecz jasna już go więcej nie widziałam, choć mieszkał tuż obok.

 

Pewnego wieczoru wyszłam do klubu z przyjaciółką. Na parkiecie tańczyły kobiety, a dookoła wystawali mężczyźni z pozycją niewerbalną kowboja. Sobotnie wypady to ważny rytuał. Na okazje takie jak ta wszyscy zawodowi kibice, handlarze skarpetami i wieczni poszukiwacze pracy ubierają na siebie odświętne ciuchy. Tak ubrani od stóp do głów w Hifliger’a zapraszają najpiękniejsze kobiety do swych wyimaginowanych apartamentów, wypożyczonych samochodów i opowiadają z zapałem o kancelariach, w których pracują, wydając resztki oszczędności na drinki. W przerwie na siusiu z naiwności kobiet śmieją się męskim gronie do rozpuku.

- Z tą blondyną pójdzie gładko, wierzy we wszystko co jej powiem ha ha.
– Jeszcze jeden drink i już jest moja – dodaje ten z bródką.
A blondynka siedzi popijając drinka, w głowie jak alkohol szumią słowa:
Punkt 1: pokazuj, że jesteś bardzo zainteresowana tym co mówi i jak wygląda, przy tym bądź łagodna i wydawaj się przystępną
Punkt 2: nie dopijaj drinka i zawsze zamawiaj najdroższe, pamiętaj im więcej tym lepiej.
Punkt 3: i nigdy nie wierz w jego historię, zawsze wracaj taksówką do domu, sama.
– rany, ale ty jesteś przystojny – dodaje otwierając oczy z zachwytu – i do tego ta twoja bródka…

 

Przyjemności…

 

Aneta Bulkowska

 

Foto: sxc.hu

 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.