Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Słuchawki w uszach, internet przed oczami, telefon w ręku. – Cześć co słychać? – spotyka rówieśnika – Spoko, a u ciebie?- Też spoko. To spoko. – dialog się zamyka. Czy tak musi wyglądać obraz współczesnego młodego człowieka? Setki znajomych na portalach społecznościowych, miliardy wysyłanych wiadomości, tysiące połączeń telefonicznych. Z dnia na dzień poznajemy coraz więcej, czytamy poradniki, wymieniamy się doświadczeniami, wypisujemy opinie na forum, łączymy w zbiorowości. Rozmawiamy z Francuzami, Anglikami, Arabami przez skype, stajemy się mistrzami globalnej komunikacji. A kiedy stajemy oko w oko z człowiekiem, tak niewiele mamy sobie do powiedzenia. Nie potrafimy wydusić z siebie słowa, czerwieniejemy, uciekamy wzrokiem, ucinamy. Stając się słownymi kalekami, nie dostrzegamy tego co dzieje się wokół. Zamiast starać się zrozumieć, plotkujemy, zamiast spytać, podejrzewamy. Przez sms-a wyznajemy najskrytsze myśli, osobowość „sprzedajemy” dopiero na facebooku.
Natura jednak nie da się oszukać…

Pewnie nie byłoby tematu, gdyby któregoś dnia nie odłączono mnie i stu czterdziestu moich sąsiadów od prądu. Zapewne nadal żyłabym jak do tej pory. Jednak ten moment pozwolił się na moment zatrzymać, spojrzeć na codzienność z zupełnie innej perspektywy.

Dzień bez prądu

Zgasło światło. W domu zapaliliśmy świeczki. To nie ciemność napawała grozą. Ta zabójcza cisza. Kiedy w tle nie słychać głosu speakera, hałasu zmywarki, z głośnika nie wydobywa się muzyka. Staliśmy się sobie obcy. Co powiedzieć? O czym dyskutować? O wiele łatwiej skomentować akcję pomiędzy jednym, a drugim odcinkiem Klanu. Rzucić inwektywami w polityków w wieczornym wydaniu Faktów. Łatwiej przy talerzu zupy spoglądać na artykuł w Wyborczej, niż sobie w oczy.

- Co słychać?
- Dobrze.
- To dobrze.
- A u ciebie? Jak w pracy
- Dobrze.
- To dobrze.

Siedzieliśmy jeszcze długo, obcy pochłonięci w milczeniu.

- Czemu już ze sobą nie potrafimy rozmawiać? Co się z nami stało?  – rzucił ktoś bez ogródek.

I się zaczęło…

Do czego to zmierza?
Życie jest znacznie prostsze, niż chociażby dwadzieścia lat temu. Dzisiejsi czterdziestolatkowie, sprawnie korzystają z nowych technologii, dostrzegając tym samym poważne zagrożenia z ich strony.
Bo oni jeszcze żyli w czasach, kiedy się rozmawiało – mówi Karina L. córka Pani Lucyny, mojej sąsiadki.
Nam „zmodernizowanemu” społeczeństwu coraz mniej to przeszkadza, zatracamy perspektywę, za mało nasiąkliśmy więziami,
A kto nas ma teraz tego nauczyć, internet? – dodaje.

Kiedyś wszystkie dzieci cały dzień biegały po podwórku, bawiły się, grały w berka, dwa ognie, skakały w gumę, rozmawiały ze sobą, dyskutowały spędzały czas wspólnie – wspomina Pani Lucyna.
Ma dużo szczęścia, wyrosła w etapie wspólnoty, kiedy duży nacisk kładło się na relacje interpersonalne.
– Dzieci były zdrowe i szczęśliwe, a dzisiaj już w wieku szkolnym większość to otyłe, emocjonalne kaleki.

Stanach depresyjne u dzieci potwierdzają naukowcy.

Kamil B. Uczęszcza do czwartej klasy. 3/4 czasu spędza w swoim pokoju oglądając discovery, i grając na komputerze. Jest bystrym, inteligentnym dzieckiem o nieprzeciętnej dojrzałości. W tym zachowaniu wyczuwa się pewien deficyt, brak dziecinnej spontaniczności. Gdyby nie aparycja dziesięciolatka, można by się nabrać, że rozmawia się z dorosłym. Może i elokwencją (zaczerpniętą w większości z kanałów informacyjnych) wykracza poza magiczny świat Piotrusia Pana, ale jego kontakt w rówieśnikami jest znikomy. To skutkuje zamknięciem w sobie, alienacją.

Kamil zwyczajnie bez mamy nie wychodzi również z domu, nigdy nie grał w piłkę, nie potrafi jeździć na rowerze (szybko się zniechęca), i boi się wyjść po zakupy. Na nic się zdają rozmowy z psychologiem.

Na depresję narażone są dzieci w wieku przedszkolnym. Szczególnie trudny do zaobserwowania spadek nastroju u najmłodszych, objawia się nieumiejętnością czerpania przyjemności z zabawy – wyjaśnia dr Joan Luby zajmująca się psychiatrią dziecięcą na Uniwersytecie Waszyngtońskim w St. Louis.

Kiedyś jeśli miało się problem, pierwszymi osobami, jakim można było opowiedzieć o swoich troskach, byli rodzice. Dziś, kiedy dziecko przychodzi z problemem, rodzice zabierają je na zakupy, do kina, na lody. Zamiast rozwiązywać problemy, stawia się na ich bagatelizowanie, rekompensowanie materialnymi dobrami.

Drugim powodem jest oczywiście chroniczny brak czasu. Ciągła pogoń „za chlebem”. Wielu rodziców dziś pracuje na dwa etapy, przy takim tempie pracy, zwyczajnie nie pozostaje czasu na zwykłą, szczerą rozmowę. Nie ma komu powiedzieć, że coś nas trapi. Ten brak kontaktu prawie na pewno znajdzie ujście w dorosłym życiu. Jeszcze do niedawna, pielęgnowano rozmowę przy posiłku. Dziś nawet obiady jemy osobno.

Nie tylko mówienie

Nie wystarczy mówić. Samo mówienie jeszcze o niczym nie świadczy. Wyrzucamy z siebie słowa, rozprawiamy o pogodzie, ucinamy krótką pogawędkę z sąsiadem, zadowoleni ze swego krasomówstwa. Wielokrotnie spotkałam się z tym, że ludzie mówią, bo coś trzeba powiedzieć, bo tak wypada. Nieważne o czym, ważne by położyć kres niezręcznemu milczeniu.

Wielu egocentryków potrafi godzinami rozprawiać na swój temat, bez względu na to, czy odbiorca jest zainteresowany. Mówimy, albo nie mówimy wcale, ale rzadko się komunikujemy.

Jak wielu z nas interesuje co tak naprawdę druga osoba ma do powiedzenia? Czy naprawdę słuchamy z zainteresowaniem, czy tylko potakujemy głową, zastanawiając się jednocześnie : Co zrobimy na obiad? Czy zadzwoni? Jaki jest program na dzisiaj? Ile w nas empatii i szczerego zainteresowania drugim człowiekiem?
Jak pan się ma? Co wtedy czułeś? Co się zmieniło w twoim życiu? Co zamierzasz zrobić? Zamieniliśmy na  :
- Cześć co słychać?
- Dobrze.

Introwertyzm stał się prawdziwą plagą. Zamykamy się domach, w swoich pokojach, samochodach. Kiedy ktoś nas zaczepia, próbuje porozmawiać, zbywamy, uciekamy, patrzymy jak na wariata. Rozmawiamy sms-ując, widzimy się przez internetową kamerkę, słuchamy w przerwach pomiędzy wyciągnięciem słuchawek z iPhona. Giniemy. Nikniemy. Rozmowa ulega marginalizacji, odchodzi do lamusa.

Kilka godzin później do mieszkań powróciła elektryczność.  Radio zaczęło nadawać, w telewizji leciała powtórka „Na wspólnej”. Przyszedł mąż pani Lucyny oddać latarkę. Znów zrobiło się głośno i swojsko, znów sobie przypomnieliśmy o codziennych sprawach.
No i znowu mamy prąd – rzekł z wymuszonym uśmiechem sąsiad.
Tak – odpowiedziałam z nostalgią – teraz znów możemy rozmawiać.
A widziałaś ten odcinek? To chyba powtórka.

Aneta Bulkowska

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.