Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Co może łączyć księdza z nieletnim narkomanem? Przyjaźń. Ksiądz Bogdan Peć jest dyrektorem bytomskiego „Domu Nadziei” – ośrodka dla uzależnionej od narkotyków młodzieży, który poza pomocą oferuje także swoją przyjaźń. Narkomania nie jest problemem wyłącznie marginesu społecznego. To mit, który trzeba obalić. – Obecnie narkomanie wywodzą się z rodzin, których status społeczny jest dosyć wysoki, zarówno zawodowy jak i finansowy. Młodzi narkotyki często kupują za kieszonkowe. Choć trudno w ogóle mówić o rodzinie w oparciu o tradycyjny jej model. To rodziny porozbijane, rekonstruowane, młodzi, którzy sami mają już dzieci itp. – mówi ks. Peć.

 

Do ośrodka, którego jest dyrektorem, zgłasza się młodzież z całej Polski. Nazwa „Dom Nadziei” nie jest przypadkowa. Młodzi po życiowych niepowodzeniach i ucieczce drogą nałogu, szukają tam nadziei na lepsze jutro. Zgłaszają się dobrowolnie. Często pozostają pod dużym wpływem rodziny, ale w pewnym momencie każdy z nich sam musi powiedzieć: zgadzam się, chcę spróbować. Przyjęcia odbywają się na bieżąco, przez cały rok. Nie ma turnusów. Jeśli tylko ośrodek dysponuje wolnym miejscem, przeprowadzane są konsultacje i zapada decyzja o rozpoczęciu terapii. Obecnie w ośrodku przebywają 22 osoby, jak przekonuje ks. Peć, jest to wystarczająca ilość miejsc jeśli chodzi o zapotrzebowanie.

 

Na przestrzeni 15 lat znacznie zmienił się profil osoby uzależnionej, w związku z czym metody leczenia też uległy zmianie. – Od niedawna w ośrodku jest więcej zajęć dodatkowych, są to zajęcia sportowe, teatralne, plastyczne, to tzw. terapia zajęciowa – mówi ks. Peć. Praca z uzależnioną młodzieżą nie jest pracą schematyczną. Nie ma takich działań, które gwarantują, że człowiek zostanie wyleczony. Każdy jest inny. Ponadto kilkanaście lat temu osoby uzależnione funkcjonowały inaczej. Kiedyś byliśmy w stosunku do nich bardziej konfrontacyjni, dziś jesteśmy bardziej wyrozumiali – dodaje.

 

Nie każdy pacjent po przebytej terapii na stałe porzuca nałóg. – Jest to praca, której sukcesy są niewielkie, dlatego, że większość zgłaszających się osób rezygnuje z terapii. Musimy ciągle inaczej motywować i zachęcać swoich wychowanków do zmian, stale przekonywać, że terapia ma sens, że jest szansą na inne, lepsze życie. Nie prowadzimy statystyk, ale przypuszczam, że udało się nam wyleczyć ok. 120 osób – mówi ks. Peć.

 

Ci, którzy ukończyli leczenie, oraz ci, którzy z różnych przyczyn musieli przerwać terapię, powracają do „Domu Nadziei”. Tęsknią, mówią, że znacznie trudniej poradzić sobie z nałogiem poza ośrodkiem. – Takim szczególnym dniem, kiedy pacjenci do nas wracają, jest rocznica istnienia ośrodka, którą świętujemy każdego roku w pierwszą sobotę września – opowiada ks. Peć.

 

W tym roku kadra ośrodka wraz z wychowankami będą świętować po raz 15 lat . Jak widzą ośrodek za kolejne 15 lat? – Na pewno chciałbym aby ośrodek inaczej wyglądał. Dobrze by było aby przeszedł kapitalny remont, albo w ogóle został zbudowany od nowa, w nowym miejscu. Z dala od ulicy, sąsiednich domów, gdzie mielibyśmy więcej przestrzeni – odpowiada ksiądz Peć. – Natomiast jeśli chodzi o leczenie, chciałbym by terapia była krótsza i skuteczniejsza. Podejmowaliśmy i nadal podejmujemy wiele prób w tym kierunku, ale nie kończą się one dobrze. Nie da się wyleczyć człowieka z uzależnienia w okresie krótszym niż 9 miesięcy – dodaje. Nie możemy tylko udawać, że pomagamy, ci ludzie naprawdę potrzebują odzyskać nadzieję.

 

Daria Cygan

Autor wpisu: ag

Jeden komentarz :) w artykule: ”Odzyskać nadzieję”

  1. Joanna pisze:

    Ksiadz ok jest, ale terapeuci klapki na oczach maja .zajmuja sie soba a nie widza fali jaka panowala kiedys w wojsku.ktora teraz panuje unich w osrodku!!!!!mam duzo do powiedzenia wtej sprawie taka fundacja powinna byc ciepla dla dzieci , ktore chca rzucic nalóg a nie moga spowodu starszych dzieci .Dlatego desperacko uciekaja z tego osrodka bo nie wytrzymuja znecania sie starszych .starsi dostawaj funkcje kontroli paczek zywnosci od rodzicow czy produkty kupione nie sa na alkoholu,i obrosli w piorkach bo produkty typu rogal z czekolada jest na alkoholu ,a mimo tego te produkty nie sa oddawane rodzica tylko starsi zabieraja to gdzie ta sprawiedliwosc w tym osrodku ze starsi moga spozywac produkty na alkoholu a nowo przyjeci nie .rzeczy sa zabierane jesli ktos z rodzicow zwoci uwage co do paczki ze po przegladzie nie wraca paczka w calosci tylko czesc zawartosci jaka zakupili rodzice ,wtedy te dziecko jest popychane ,wyzywane .i wyzywaja sie na tym dziecko co powoduje ucieczke takiego dziecka .dlamnie taka fundacja nie powinna istniec .myslalam ze jak taka fundacja ksiadz zarzadza to bedzie ok .ale sie mylilam .

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.