Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Nie tylko młodzież uwielbia relaksować się wieczorami. Każdy czasem potrzebuje zorganizować sobie jakąś wyprawę do kina, klubu, restauracji lub dyskoteki. Najpopularniejszy jest piątkowy wieczór, kiedy chcemy rozluźnić się po tygodniu pracy czy nauki. Do nocnych maratonów kinowych i całonocnych potańcówek w kanon rozrywek wpisuje się też tzw. noc zakupów.W piątek trzynastego miałam okazję uczestniczyć w jednej z takich rozrywek. Zakupowa noc odbywała się tym razem w największym śląskim centrum handlowym – Silesia City Center. Należy ono do tej grupy centrów, w których konsument, aby odnaleźć swój ulubiony sklep, musi odczytać na planie sklepu jego adres. Inaczej grozi mu zagubienie w labiryncie placów i alei.

Regulaminowo, jak w każdy piątek, Silesia powinna zostać zamknięta o godz. 22, wyłączając z tego kino i całodobowy market. Tego dnia o godz. 21 rozpoczynała się cała impreza, w związku z tym sklepy zamknięto w większości o godz. 20:30. Gdy weszłam do centrum kilka minut przed dziewiątą zauważyłam kolejki ludzi poustawiane do wybranych przez siebie sklepów ze znanymi markami, głównie młodzieżowymi. Ze zniecierpliwieniem czekali na otwarcie wrót, niczym jakiejś magicznej groty z bajki o Ali Babie i czterdziestu rozbójnikach. W końcu nastąpiła godzina zero.

Ludzie zdawali się wpadać w amok. Niektórzy wchodzili do sklepów tylko po to, aby obejść je dookoła i za chwilę opuścić – liczyło się, że odwiedzą wszystkie. Inni w swoich ulubionych sklepach rzucali się na z góry upatrzone lub przypadkowo znalezione przedmioty. Już w przeciągu pierwszych dziesięciu minut potrafili tworzyć kilometrowe kolejki do przymierzalni. A kiedy przekonali się, że chociaż jedna z rzeczy pasuje na nich i podlega nocnym rabatom, kolejki przenosiły się na kasy. W poszczególnych sklepach ciężko było obejrzeć wszystkie produkty, bo nie dało rady przecisnąć się pomiędzy jedną a drugą kolejką i klientami ciągle przeszukującymi półki. Dodatkowo, gdy rzuciło się okiem na kolejkę do kasy odechciewało się zakupu. Ponadto niemożliwym było obejrzenie wszystkich ofert w całym centrum. Zwyczajnie nie starczyłoby na to czasu.

Całą magią tej nocy miały być rabaty cenowe i to one przyciągnęły tłumy po firmowe produkty. Każdy z najemców oferował zniżki od 5% do nawet 50%. Rozdawane na terenie centrum ulotki szczegółowo informowały o tym, gdzie i o ile taniej kupimy wymarzony produkt. Niektóre sklepy wychodziły naprzeciw klientowi i obniżały ceny całego asortymentu o 10%, 20%, czy 30%. Inne zastrzegły sobie, że obniżają ceny np. jedynie spodni. Były też takie, których rabaty zależne były od wysokości zakupu (np. 5% od wydanych minimum 50 zł, 10% od 100 zł, a 20% od 150 zł).

Oczywiście przy okazji sprzedawały się także produkty w pełnej cenie. W jednym z młodzieżowych sklepów pewna młoda żona oglądała nieprzecenioną bluzkę. Podszedł do niej mąż, którego poinformowała, jak bardzo jej się ten ciuszek podoba. Powiedział dobrodusznie: „Jak Ci się podoba, kup ją sobie”. Na co kobieta odparła: „No nie wiem, nie stać nas…”. Zrezygnowany młody mężczyzna westchnął i odezwał się błagalnym tonem: „No proszę, kup ją sobie, bo już dość mam tych tłumów i duchoty”.  W innym miejscu dwie przyjaciółki wybierały golfiki. Przez długi czas szukały swoich rozmiarów, po czym zaczęły się głośno zastanawiać, czy od razu nie zakupić kilku kolorów.

Po centrum przechadzały się rodziny z dziećmi, pary, małżeństwa i grupki młodzieży. Około godziny jedenastej większość wyglądała na zmęczoną, ale zadowoloną z siebie i wyprawy. Chociaż do pierwszej (godziny zamknięcia) było jeszcze daleko. Zupełnie odwrotnie do obsługi w niektórych sklepach.

W jednym ze sklepów obuwniczych sztuką było znaleźć jakąś pomoc, gdy chciałam zapytać o dostępność rozmiaru jednego z modeli. Kiedy w końcu dostrzegłam jedną z pań, ta przemknęła koło mnie z prędkością światła, trochę za głośno klnąc pod nosem. Przez chwilę zwątpiłam, czy warto do niej podchodzić. Przemogłam się jednak i nie zwracając uwagi na nerwowe przerzucanie pudełek przez ekspedientkę, wykrztusiłam pytanie z jak najbardziej przychylnym wyrazem twarzy. Z ulgą odebrałam uprzejmą odpowiedź.

W pozostałych sklepach obsługa uwijała się jak w ukropie, bez chwili wytchnienia. Widać było, że uśmiechy na ich twarzach są bardzo często maską, mającą za zadanie ukryć zniecierpliwienie i zmęczenie. Gdzieniegdzie, wyraźnie wykończeni ciągłymi pytaniami o warunki nocnych zniżek, już ok. 22 wywiesili ręcznie wypisane kartki z informacją (np. cały asortyment -30%).

Kierownictwo centrum, organizując tę zakupową rozrywkę, nie zapomniało o pewnej porcji ‘dla duszy’. Na każdym z placów centrum rozstawiono niewielkie sceny z dobrym nagłośnieniem, na których grali zaproszeni didżeje. Niektórym towarzyszyły wokalistki. Muzyka skierowana była głównie do fanów klubowych rytmów, zresztą tegoroczną noc zakupów nazwano „klubową”. Nie był to tylko chwyt dotyczący muzyki. Wiadomo, że jeżeli coś nazywamy „klubowym” sprawia wrażenie miejsca lub zjawiska specjalnego, przeznaczonego dla wybranych.

Opuszczając centrum, obserwowałam tabuny ludzi. Zdarzali się tacy, którzy nie nieśli z sobą żadnych zdobyczy. Być może nie mieli szczęścia w poszukiwaniach albo po prostu przyszli do kina lub posłuchać muzyki. Minioną noc mogli zaliczyć do udanych, wesołych, albo stresujących i męczących. Niektórzy także pozbyli się kilku dodatkowych złotówek, znajdując za wycieraczką swojego samochodu mandat za parkowanie w niewłaściwym miejscu. I na nic zdały się tłumaczenia o braku miejsc na parkingu. Czy było warto? Każdy odpowie sobie sam.

Agnieszka Kandora

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.