Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Czyli dlaczego przesądów ignorować nie wolno. Nie wierzę w przesądy. Nie wycofuję się na widok czarnego kota przecinającego drogę. Nie przerzucam soli przez ramię, nie odpukuję w niemalowane, ani nie zostawiam grosika w fontannie. Dlatego też kiedy zobaczyłam dwóch kominiarzy przeszłam obojętnie. A niech to! Żadne zabobony nie będą decydować o tym jaki będzie mój dzień, tłumaczyłam sobie spoglądając na przechodniów kurczowo trzymających za guziki.

 

Teraz nie tylko łapię guzik na widok kominiarza, ale omijam z daleka czarne koty i zawsze dbam, aby wstać prawą nogą.

 

Zaczęło się niewinnie. Dzień jak każdy inny. Marcowy poranek, ludzie śpieszyli się do pracy, robili zakupy. Tak słonecznego, radosnego dnia nic nie jest w stanie popsuć. Dlatego też widok dwóch kominiarzy zbliżających się z naprzeciwka nie zrobił na mnie wrażenia. Dookoła ludzie w pośpiechu szukali guzików, ostentacyjnie włożyłam ręce do kieszeni. A co mi tam! Przesądy nie będą decydowały o moim losie!

 

Wyrzuciłam z pamięci owe zdarzenie wtłaczając się w codzienny rytuał dnia. Trzymając w ręce bułki starałam się dostać do domu. Co jest? Przeklinam w duchu wciskając srebrny przycisk. Winda odmówiła posłuszeństwa. Po pięciu minutach wyczekiwania na cud nie pozostało mi nic innego jak wchodzenie na dziesiąte piętro. Po ciężkich znojach, ledwo łapiąc oddech w końcu znalazłam się pod znajomymi drzwiami. Przecież mogło być o wiele gorzej, tłumaczyłam sobie w duchu. Mogłam przecież zatrzasnąć się w środku. Nie ma powodów do paniki.

 

Później wszystko wróciło do normy. Śniadanie, szybka kawa i droga do pracy. Z postoju taksówek wybrałam pierwszą w kolejce. Wysłużony mercedes już czekał na mnie. Każdy kilometr był jak leżenie na fakirowskim łożu, nawet najmniejszy hałas powodował u mnie reakcje lękowe, za każdym razem pytałam Pana Miłego czy coś nie odleciało z nadwozia, na co on odwdzięczał mi się kolejnym zestawem dowcipów ze świerszczyka. Na dodatek utknęliśmy w korku na bitą godzinę. Ja, rozlatujący się mercedes i emeryt ze skarbnicą złotych dowcipów. W środku pachniało gazem, czułam że zbiera mi się na wymioty.

 

Do biura dotarłam po dwóch godzinach. W stanie zbliżonym do agonii. Czułam jak uszło ze mnie powietrze. Cierpliwie wysłuchałam perory szefa, oraz instrukcji co do zmniejszenia mojego i tak już skromnego wynagrodzenia i udałam się na swoje stanowisko pracy. Włączyłam komputer. Znowu? Nie wytrzymam! Klęłam już o wiele głośniej. Oczywiście nie trudno zgadnąć, że za każdym razem występował błąd, kiedy próbowałam zalogować się do systemu. Tego było już o wiele za wiele! Poszłam nerwowo po informatyka. Po drodze w dłoń wzięłam kubek kawy i pognałam jak burza przez korytarz.

 

Wracając do swojego ciepłego biura, w którym miałam ochotę po prostu się zaszyć i dopić w spokoju kawę natknęłam się na jednego z pracowników. Widziałam go tu już wcześniej. Zapamiętałam go, bo to właśnie na jego widok dostawałam palpitacji serca. Może jednak nie będzie taki zły ten dzień pomyślałam sobie gdy nagle leżałam jak długa, a obiekt moich zainteresowań patrzył na wielką plamę na swojej koszuli. Chciałam się wycofać rakiem. Zapaść pod ziemię. Ale było już po fakcie. Trudno, zmienię pracę, adres zamieszkania, przefarbuję włosy i jakoś to będzie. Starałam się zachować resztki optymizmu.

 

Nic się Pani nie stało? – Pyta łagodnym tonem. Czułam się jak kretynka, kiedy pomagał mi się zwlec z podłogi, z której umówmy się nawet nie miałam ochoty wstawać. Przepraszam najmocniej – wydukałam ledwo słyszalnym tonem. A to nic takiego – dodał z lekkim rozbawieniem. W biurze mam jeszcze jedną na przebranie, mam nadzieję, że nic się pani nie stało.

 

Cierpliwie doczekałam końca rozmowy, a następnie z trudem odbębniłam swoje godziny pracy. Był po prostu uprzejmy. Jako życiowa pokraka straciłam okazję na jakąkolwiek znajomość. Po powrocie do domu złamałam jeszcze obcas, przypaliłam kolację, nic wielkiego. Jedyne o czym marzyłam to o odpłynięciu w błogi, kojący sen.

 

Wzięłam dużą porcję lodów, na specjalne okazje i pochłaniając tysiące kalorii zalewałam się łzami na jakiejś romantycznej komedii. Ten dzień należał do najgorszych. Dobiegała 22.00. Z letargu wyrwał mnie głośny sygnał telefonu. Podniosłam się jak oparzona. Co tym razem? Szczerze miałam na dzisiaj dosyć atrakcji. Cześć, to ja Darek, nie przeszkadzam? – Usłyszałam głos mojego wybawcy. – Tak sobie pomyślałem, że skoro nie dopiłaś tej kawy to dasz się jutro zaprosić, znam świetną kawiarnię.

 

Serce skoczyło mi do gardła. Ależ oczywiście, że się zgadzam, pomyślałam nim zdążył dokończyć wypowiedź. Już odpowiadałam, o której, w jakim miejscu, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że mówię do siebie.

 

Kiedy już podpięłam telefon do ładowarki i uświadomiłam sobie, że numer zastrzeżony zwyczajnie się nie wyświetlił poczułam jak ogarnia mnie jeszcze większa rozpacz.

 

Rano obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Leniwie zwlekłam się z łóżka. Przyszliśmy sprawdzić wentylację. Oznajmia mężczyzna, a za nim asystent w stroju kominiarza. Idźcie mi stąd!!! Wykrzyczałam. (Ale za guzik w koszuli złapałam) A niech tam!

 

Wróciłam do łóżka rozkoszując się resztką spokoju, gdy po raz drugi rozległo się pukanie. Kto znowu? Przecież mówiłam, że macie stąd iść! Krzyczałam z końca pokoju leniwie wstając z łóżka. Zaspana otwarłam drzwi, w których jednak nie było ani kominiarza, ani jego wspólnika.

 

– Cześć, wczoraj chyba padła ci bateria, pomyślałem, że może… Ach, po prostu wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet. – Oznajmił wręczając mi bukiet.

 

Po drodze spotkałem dwóch kominiarzy, oznajmił odwożąc mnie do pracy. – No i co? złapałeś za guzik? – spytałam mając w głowie jeszcze traumę dnia wczorajszego. – E no coś ty, w życiu! Nie wierzę w przesądy.

 

Złapałam się za głowę. – I co Ty zrobiłeś najlepszego?!

 

Aneta Bulkowska

Foto:sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.