Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

„Moje kości udowe podtrzymują dwie śruby, mam połamaną rękę w kilku miejscach i wiecznie towarzyszy mi pytanie: czy jutro zobaczę się ze swoimi dziećmi? Ale nawet to nie pozwala mi przestać…”?Ironicznie nazywani dawcami organów, szaleńcami, czy amatorami mocnych wrażeń. Dla większości niezrozumiałe hobby, kojarzone z kalectwem i szybką śmiercią – dla nich to coś więcej niż pasja. Codziennie igrają z losem wykonując wariackie triki i choć świadomość ryzyka towarzyszy im na każdym kroku, pokonują wszelkie bariery. Już, za późno, by zrezygnować, gdy po uszy popadło się w uzależnienie.

Zastrzyk adrenaliny jest dla nich tym, czym insulina dla cukrzyka, nie sposób bez niego żyć…

Patrząc na Michała trudno ulec wrażeniu, że ten wysoki, nazbyt szczupły, o łagodnych rysach twarzy trzydziestolatek należy do gatunku poszukiwaczy mocnych wrażeń. Jedyny symbol zdradzający pasję do motorów to logo KTM wyszyte na bluzie. Ludziom, którzy z crossami, czy wyścigami motorowymi nie mają na co dzień do czynienia, w niczym nie będzie przypominał stereotypowych, rozwścieczonych i hałaśliwych ludzi przebijających piskiem opon nocną ciszę.

Pamiętasz, kiedy  po raz pierwszy wsiadłeś na motor?

Michał: Tak, miałem siedem lat, to była motorynka, na tamte lata to było coś. Później był Zaks, Simsons, Mz, Yamaha, do 27 roku życia jeździłem chyba na wszystkim i większą część z tego bez prawa jazdy (śmiech).

Masz w sobie dużo energii, czy to nie jest tak, że po prostu musisz ją gdzieś rozładować?

Nie, wręcz odwrotnie. Adrenalina jest dla mnie emocją tak samo potrzebną jak radość, czy odczuwanie szczęścia. Nie muszę pić kawy wystarczy, że wsiądę na motor rozpędzę się porządnie i już mam energię na cały kolejny dzień. To cząstka mnie, życie bez adrenaliny byłoby monotonne i nudne.

Brałeś udział w wyścigach, szło Ci całkiem nieźle…

Piąte miejsce w pucharze Polski, wciąż przygotowuje się do pobicia tego rekordu.

Miałeś kilka wypadków, odniosłeś wiele obrażeń…

Nie ma się czym chwalić, kilka połamanych kości, dwie poważne operacje, ale to nie ma znaczenia. Człowiek za każdym razem, gdy dochodzi do siebie, obiecuje sobie, że to ten ostatni, jedyny raz, ale później i tak robi swoje. Nie sposób się od tego oderwać, jak w każdym sporcie towarzyszą upadki, grunt by się nie zniechęcić.

Zdajesz sobie sprawę z ryzyka

Oczywiście, że sobie zdaję, ale kto nie ryzykuje ten nie ma, taka jest prawda. Można przez całe życie nic nie robić z obawy przed skutkami, a można po prostu zacisnąć zęby. Kiedy wsiadam na motor nie myślę o tym, że może coś się nie udać, tak samo nie rozczulam się na drugi dzień, po prostu nie dopuszczam do siebie negatywnych myśli.
 
Znasz wielu ludzi, którzy wciąż „doładowują akumulator”, czy mają na to inne sposoby?

Tak, znam wielu wariatów (śmiech). Jeżeli komuś sprawia frajdę spływ kajakowy to niech to robi, jeżeli ktoś boksuje i czuje się z tym dobrze, niech sobie walczy. Ważne żeby czuć się dobrze ze swoją pasją, gdzieś tam w środku czuć, że jesteś okay w stosunku do siebie, tylko wtedy możesz poznać, że to co robisz jest słuszne. Najgorsi są ci, którzy nic nie robią, bo z ich strony można liczyć jedynie na krytyk. Ci zaś, którzy chcieliby coś robić, a nie podejmują z różnych względów ryzyka (bo nie pozwala im na to dom, rodzina, praca czy po prostu blokada psychiczna) to ludzie, którzy wciąż będą czuli niedosyt i rozgoryczenie i to jest chyba najgorsze.

Czy jesteś facetem ze stali?

Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni (śmiech). A tak serio, to myślę, że każdy facet ma w sobie potrzebę wyładowania się, adrenalina jest tym, co większości towarzyszy od dziecka.

Masz syna, czy chciałbyś żeby w przyszłości przejął pałeczkę po ojcu?

Nigdy w życiu. Mam nadzieję, że nie pójdzie w ślady ojca, wolałbym żeby miał spokojniejsze zajęcie.

 [...] Za każdym razem, gdy upadam lub kiedy jestem w szpitalu i zszywają mi rękę obiecuje sobie, że więcej nie będę tego robił, tak jak dziecko chcące uniknąć kary za swój występek składa deklaracje przed rodzicami. Tylko że mnie nikt nie ukarze i może właśnie to powoduje, że otrzepuje się, wstaje i jadę dalej, tylko wtedy wiem, że naprawdę żyję… Fragment wypowiedzi na forum jednego z uczestników zawodów w wyścigu motocyklowym.

To, co decyduje o tym, że ktoś wyskakuje z samolotu z przyczepionym do pleców spadochronem, albo że powierzając swoje życie linie, skacze z kilkumetrowego dźwigu, jest ludzką potrzebą wystawiania własnych możliwości na próbę. Bez takich „desperackich” kroków nigdy nie doszłoby do przełamywania granic, a człowiek nigdy nie dowiedziałby się, na co może sobie pozwolić. Silna emocja, która sprawia, że serce podskakuje do gardła, a następnie odurza euforycznym stanem, to wydzielana endorfina, znana jako hormon szczęścia.

To, co odróżnia amatora sporadycznie popijającego ze źródełka adrenaliny, od tego, który nie może się bez niej obejść, jest silne pragnienie, które nawet na chwilę nie przestaje się domagać zaspokojenia.

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.