Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Nasze życie to wachlarz rozmaitych, często antagonistycznych względem siebie emocji. To właśnie one rządzą naszym umysłem i podpowiadają z kim tak naprawdę chcemy przebywać, związać się i kochać. Ludzie w zależności od natężenia i siły uderzenia tychże emocji, wiążą się, schodzą i rozchodzą.Brzmi to dość powierzchownie. Fascynacja, zauroczenie, zakochanie, miłość, o ile w ogóle takowa istnieje. Jednak słowem najistotniejszym w tym tekście jest: małżeństwo. Nie pójdę na łatwiznę i nie wpiszę tego wyrazu w pierwszą lepszą wyszukiwarkę. Sięgam po Słownik Języka Polskiego z 1979 roku. Małżeństwo – związek prawny mężczyzny i kobiety mający na celu utworzenie rodziny. Małżeństwo z miłości, z rozsądku […]

 

Słowo prawny, ma w tym przypadku nadrzędne znaczenie. Otóż takich relacji jak przyjaźń, nie rejestrujemy w urzędzie, na temat zakochania nie znajdziemy słowa w konstytucji, a o fascynacji tym bardziej brak jakiejkolwiek wzmianki. Za to o małżeństwie coś znalazłam. Art. 18. naszej konstytucji brzmi: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Jeśli ktoś decyduje się na małżeństwo, udokumentowanie swojego stanu cywilnego, zobowiązuje się do dożywotniego noszenia symbolu tej społecznej instytucji, w postaci obrączki, to znaczy, że kocha swojego małżonka. Jeśli kobieta dąży do tego, by dzielić z mężczyzną życie, urodzić jego dziecko, być związana z nim prawnie i ekonomicznie, to znaczy, że kocha swojego małżonka? Przynajmniej ja tak to rozumiem.

 

Czy źle dedukuję? Czy można powiedzieć magiczne ‘tak’ nie kochając drugiego człowieka? Czy można świadomie skazać się na nieszczęście? Okazuje się, że tak… Patologiczna, w moim odbiorze, sytuacja, czyli tzw. małżeństwo z rozsądku jest zjawiskiem, które niestety zdarza się, nie od dziś. Pomimo, że często pałam empatią, w tym wypadku nie potrafię współodczuwać. Małżeństwo z rozsądku jest dla mnie dewiacją i tyle. Przecież każdy człowiek dąży do szczęścia!

 

Kiedy kobieta osiąga pewien wiek, a nie jest jeszcze zamężna, odczuwa presję środowiska. Bo przecież największym grzechem jest zostać ‘starą panną’. Trzydziestka dawno już wybiła, mamusia naciska i pyta o wnuki, tatuś chce wydać swoją córę za mąż, a babcia liczy, że doczeka się prawnuków. W dodatku koleżanki już dawno są po ślubie, a nawet etap pieluch zakończył się już w ich życiu. Wówczas, gdy nawinie się pretendent na stanowisko męża, w nim ostatnia nadzieja. Jest miły, kocha mnie, ma dobrą pracę, więc będzie nam się żyło w dostatku. No właśnie, bo już w miłości i dostatku powiedzieć nie można. Czy ma sens takie życie? Życie bez namiętności, pożądania, bez miłości, bez tego czegoś, czego nikt nie potrafi sprecyzować, a co niezbędne jest w każdym związku? Myślę, że kobieta która decyduje się, na małżeństwo z rozsądku, nie potrafi żyć samodzielnie, jest słaba, nie wie czego chce, nie jest niezależna, albo ma wyjątkowo ciężką sytuację finansową. Choć właściwie te, które biorą ślub dla pieniędzy, uważam za sprytne i cwane, a nie słabe.

 

Elisabeth Wurtzel w Bitch napisała: W naszym społeczeństwie samotne kobiety stanowią jedną z najbardziej poszkodowanych grup – z przestępcy (czyhanie na cudzych mężów) szybko zamieniają się w ofiarę (ta trzecia). Mają mniej pieniędzy i zdecydowanie gorszą pozycję niż inne grupy”. Zadajmy sobie pytanie: Co jest w życiu ważniejsze – nasze szczęście, czy to co powiedzą o nas inni? W tej sprawie apeluje Małgorzata Domagalik, która w swojej książce Siostrzane uczucia, pisze: Świat panicznie boi się samotnych, nieźle radzących sobie w życiu kobiet. […] Gdy w naszym gronie pojawi się ewentualna kandydatka na starą pannę […] dajmy jej święty spokój. Nie udowadniajmy na każdym kroku, że popełniła, czy też popełnia, wielki błąd, nie wychodząc za mąż.

 

Wielki błąd natomiast, popełniła jedna z internautek, pisząca bloga o swoim małżeństwie z rozsądku: Wiodę przykładne życie, związana z przykładnym facetem. „Taki poukładany, oddany. Ty to masz szczęście” – mówią znajomi, cieszy się rodzina.

 

„To kiedy wesele?” – zaczynają się pytania. W końcu to już cztery lata jesteśmy razem. Zaręczyny i przygotowania do ślubu. „Czy dobrze robię?” – zaczynam się zastanawiać. Przecież to wszystko inaczej miało być. Gdzie te motyle w brzuchu? I przyspieszone bicie serca? „No oczywiście, że dobrze,” – podpowiada rozsądek – „Gdzie znajdziesz drugiego tak przykładnego męża?!” Serce zaczyna się wahać, ale rozum bierze górę. W końcu wątpliwości zostają zagłuszone dobieraniem wiązanki i biżuterii ślubnej.

 

Podpisano: żona. Tak, z małej litery…

 

Patrycja Jaskot

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.