Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Nie wiem, czy lepiej mieć małego synka czy córeczkę. Jest kilka pewników, które dotyczą obojga. Każde z nich przechodzi etap rozwrzeszczanego niemowlaka w pieluchach nie dającego rodzicom spać po nocach i każde kiedyś wyrasta na nastolatka, a w końcu na dojrzałego człowieka. W międzyczasie jednak wychowanie córki wydaje się być bardziej skomplikowane niż syna. Ale może faktycznie tylko się wydaje? Dorastający berbeć płci żeńskiej szczególnie interesuje się poczynaniami mamy przed lustrem. Fascynuje go szminka, do tego stopnia że jeśli tylko nadarzy się okazja umaże nią sobie całą buzię. Nie mniej interesujące są cienie do powiek czy tusz do rzęs, które można fascynująco łączyć tworząc tęczową mozaikę. I kilka (-naście? -dziesiąt?) złotych przepada, jeśli kosmetyków nie dopilnujemy. Ale już puder czy fluid nie wciąga tak bardzo, z reguły nie posiada żadnych ciekawych odcieni. Do tego trzeba dodać odwieczne pytanie: „Mamo, po co Ty się tyle malujesz? Przecież i tak jesteś ładna!”. Tu jeszcze mała istotka nie jest świadoma, że w większości przypadków punkt widzenia zmienia się, gdy przybywa latek.

 

Przed lustrem mamie zdarza się i stroić. Wtedy również w dziecku rodzi się potrzeba naśladownictwa. I nie można być byle jak ubranym, trzeba koniecznie poprzymierzać mamine fatałaszki. Inaczej zabawa już nie będzie taka prawdziwa. Wcale nieważne, że buty są o jakieś 3 za duże, a spódnica mogłaby by być sukienką bez ramiączek. I jeszcze trzeba by ją skrócić! Natomiast apaszka to świetny welon dla królewny. W ten sposób wyjście z domu może przedłużać się w nieskończoność.

 

Niektórzy rodzice decydują się swoim królewnom ułatwić drogę do piękna i przebojowości. W tym celu przekłuwają im uszy i zakładają kolczyki we wczesnym dzieciństwie, a już w wieku gimnazjalnym nie mają nic przeciwko solarium i znacznemu makijażowi. Czasem coś jednak wymknie się spod kontroli i zauważają, że zamiast uwrażliwić córeczkę na piękno pofolgowali jej za bardzo. W efekcie nastolatka wraca do domu z poprzebijanymi innymi częściami ciała lub trwałymi tatuażami. Oczywiście bez wiedzy i zgody dorosłych. Ot, znajomi pomogli załatwić.

 

Ale to zaledwie jeden typ dziewczynek. Można by rzecz – staroświecki. Niektóre z niego wyrastają, inne lubią romantyzm i królewskie traktowanie już do końca życia. A pozostała część to już zupełnie odmienna bajka.

 

Mamy tu dziewczynki, które kochają samochodziki, żołnierzyki i bieganie z chłopakami za piłką po boisku. Takie, które do komputera siądą nie po to, by zabawić się w stylistkę czy dekoratorkę wnętrz, a aby rozstrzeliwać potwory, brać udział w wojnie czy opracowywać przeróżne strategie. Te drobne istotki z daleka omijają lustro i nie zajmują godzinami łazienki chcąc, już w wieku przedszkolnym, upodabniać się do mam. Dla nich pierwsze owłosienie pod pachami nie bywa znakiem, że pora na poznanie, co to depilacja, a naturalnym elementem dorastania. A nawet dumą, jeśli pojawia się wcześniej niż u kolegów z boiska. Być może bardziej im imponuje tato, a może ich mamy nie dbają aż tak drobiazgowo o siebie. Dość, że efekt jest widocznie odmienny od przedstawionego wyżej modelu.

 

Które z tych dziewczynek, a później panienek, lepiej poradzą sobie w wielkim świecie? Wydaje się, że raczej takie, które będą potrafiły w swoim życiu znaleźć miejsce na obie osobowości. Bo najważniejsza jest równowaga i jej stabilizacja. A te niestety ciężko odnaleźć, nawet jeśli się jest już dojrzałą kobietą, wolną od przeklętego okresu odrastania. A może przede wszystkim, jeśli jest się kobietą?

 

Agnieszka Kandora

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.