Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Zbliżamy się do pętli. Pasażerowie ustawiają się w kolejce do wyjścia. Jeden fotel jednak nie zostaje pusty, stale zamieszkuje go pewien ktoś. Już parę razy zdarzyło mi się widzieć jak kontroler daruje mu karę. Z pewnością ma stały abonament, można wywnioskować. Chciałoby się również wierzyć, że ten porośnięty szczeciną i odziany w łachmany mężczyzna jest jedynie zapalonym pasjonatem podróżowania komunikacją miejską.

Koniec kursu. W szybie mignęła jedynie nieobecna twarz pana z autobusu, dokąd teraz jedzie?

 

Szósta rano, ludzie z niecierpliwością wyczekują na transport. Ciemność, powietrze przeszywające chłodem. Jedyny zajęty fotel rzucający się w oczy. Mijają kolejne dni dni i noce, historia jak wiadomo lubi się powtarzać, nieustające deja vu nasuwa refleksję: może tylko ja go widzę? Od paru dni wciąż w tej samej pozycji pół śpiącej, opartej na plastikowym a’la zagłówku. Jedynie rosnąca broda zdradza upływ czasu. Pewnego razu w kabinie dostrzegam nowego kierowcę. Przyzwyczajona od trzech lat do tego samego jowialnego staruszka nowy daje się zapamiętać wyraźnie.

 

- Wynocha! wynocha mówię! – na klatce dało się usłyszeć rozdzierający krzyk dozorcy.
– co się pan tak wydziera? – zabrał głos poirytowany sprzedawca ze sklepiku.
 - Nie widzi pan, schadzkę sobie zrobił, a w nocy ludziom piwnice okrada! – stróż nie daje za wygraną.
Tylko bohater całego zamieszania patrzy bez wyrazu.
– Daj pan spokój – odzywa się sąsiadka wyrowadzająca pinczerka.-  Choć pan do mnie pewnie przemarzł pan na kość.
Zdziwiony mieszkaniec piwnicy wykonał polecenie.

 

Po tygodniu widzę. Pinczerek ten sam, jednak smycz trzyma jakby inna osoba. Zupełnie mi obca na pierwszy rzut oka.
– Oddała pani Pinczusia w obce ręce?  – ciekawość bywa silniejsza.
– Jakie to obce, przecież sama pani widziała, to ten bezdomny z piwnicy.
Ten przystojny, zadbany mężczyzna mógłby być dalekim krewnym tej kobiety, ewentualnie wnukiem lub wolonatriuszem, ale nigdy przenigdy nie tym zubożałym człowiekiem, przemykającym się jak szczur korytarzami.
– A wie pani, dzieci już dawno mnie opuściły, a on i zakupy zrobi i posprząta i człowieka zrozumie. Teraz zaczyna nowe życie, znalazł pracę, co się pani tak dziwi?

 

Wsiadam do autobusu, w ręce trzymam gazetę. „Kolejna ofiara mrozu” i wielkie przykuwające uwagę zdjęcie. Moją uwagę przykuło powójnie bo od razu go rozpoznałam. Po tym jak został odnaleziony w postaci mrożonki niedaleko pętli okazało się, że ma nawet imię. Jednak dla mnie i tak już zawsze pozostanie pasażerem na gapę. Wychodząc z autobusu spojrzałam jeszcze tylko na nowego kierowcę, rozmiawiał przez telefon, prawdopodobnie z żoną, która niecierpliwiła się z obiadem. – Już jadę, tylko wysadzę gawiedź – zdawał się mówić o nas, spojrzałam ostatni raz na krzesło, które krzyczało pustką. A później pomyślałam o wszystkich innych autobusowych krzesełkach juź pustych.

 

Czasem spotykałam nowego sąsiada. Za każdym razem coraz bardziej szczęśliwego i nieróżniącego się od wszystkich pozostałych wracających z pracy.
Kiedyś zapytałam mojej sąsiadki dlaczego sama wyprowadza pinczerka. – A to nic pani nie wie? – wyparowała. – Adam ma swoje mieszkanie i zaręczył się z pewną piękną damą, budują dom chcą żebym z nimi zamieszkała.
– Ach to pięknie – podsumowałam snując marzenia, w pamięci mając obraz pasażera na gapę, może pod tą gęstą brodą też czaił się taki Adam?

 

Zima już w tym roku zebrała żniwa. Schrony, przytułki pękają w szwach. To okres szczególnie trudny, jeżeli choć nie możemy pomóc to warto nie utrudniać pasażerom na gapę i pomieszkiwaczom piwnic. Siedząc w ciepłym fotelu, obserwując zimę z okna telewizora pamiętajmy, że choć od napisania „Ludzi bezdomnych” dzieli nas ponad sto lat to pomimo postępu cywilizacyjnego niewiele się zmieniło, oprócz tego, że drastycznie spadła temperatura, nie tylko za oknem.

 

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.