Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Callin Farell w sieci odnalazł naszą Alicję. Syracus wyłowił Ondine z ciemnoniebieskiego, przykrytego gęstą mgłą jeziora. Bohater filmu „Ondine” uratował dziewczynę, w zamian za co ona dała mu siebie i obfite połowy. Śpiew wodnej nimfy wabił rybakowi homary i najlepsze gatunki ryb. Syracus i Ondine, czyli Callin Farell i Alicja Bachleda – Curuś swoje uczucia z filmowego planu przełożyli na realia i żyją szczęśliwie. Tak przynajmniej twierdzą brukowce i tabloidowi konfabulanci. Choć gwiazdami Hollywoodu znaczna większość z nas nigdy nie zostanie, to co do sieci mamy szanse wyrównane. Podejrzewam, że nie będzie to również sieć rybacka, chociaż kto wie. Co jest na rzeczy? Oczywiście świat wirtualnych neuronów, który daje nieokiełznane możliwości w podejmowaniu nowych, internetowych znajomości. Czasami znajomi z cyberświata spotykają się, a ich relacje kończą się bądź wręcz przeciwnie, ewoluują. Jeśli dojdzie do wariantu numer dwa, znajomość on-line zamienia się w znajomość realną, bo końcu ludzie spotykają się już na żywo. Zanim do tego jednak dojdzie internauci żyją wyobrażeniami i domniemaniami, co sprzyja również niepohamowanej i półświadomej idealizacji sieciowego partnera.

 

Tok myślenia internautów i sieć determinująca niemalże całe dnie korzystających z niej ludzi, których czas oczekiwania na sprzężenie zwrotne osoby po drugiej stronie szklanego okna wydaje się całą wiecznością, a niecierpliwość nasila uzależnienie od Internetu, idealnie obrazuje bestsellerowa powieść Janusza Wiśniewskiego, pt. Samotność w sieci. Miłość w sieci. To słowo odważne, choć odpowiednie do fabuły książki. Wszystko zaczyna się od wydawałoby się niewinnej wiadomości, wynikającej z potrzeby zrozumienia, a może i niekoniecznie, bo po prostu „wygadania” się komuś. Bohaterka pisze wiadomość: Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić. Nareszcie przyda się na coś ten cały Internet. Trafiło na Ciebie. Czy mogę Ci o tym opowiedzieć?

 

Łatwiej wystukiwać litery na klawiaturze, niż cedzić sylaby przez język i demaskować swoją słabość poprzez drżący głos. Lepiej emocje ubierać w pisane słowa i zezwolić na dowolność interpretacji, na obiektywizm kogoś obcego. Kogoś kto nie widzi jak płaczesz, jak drapiesz się po głowie, jak śmiejesz się i żujesz gumę.

 

ONA: Wiem. Posuwam się za daleko. To przez tę wirtualność. Mam uczucie, że fakt, iż jesteśmy tak bardzo anonimowi, pozwala mi pytać o rzeczy, o które nie zapytałabym nigdy, gdybym poznała Cię w pociągu lub kawiarni. Wybacz.

 

ON: Miała rację. Internet był taki. Przypominał trochę konfesjonał, a rozmowy – rodzaj grupowej spowiedzi. Czasami było się spowiednikiem, czasami spowiadanym.

 

Internet pozwala nam przekraczać granice. Balansujemy na krawędzi własnych zasad, przyzwoitości, czy nieśmiałości. Jakby nie było, jedno jest tu najistotniejsze – anonimowość. Pewnie dlatego tak chętnie poznajemy ludzi w Internecie.

 

Choć ‘Samotność w sieci” to książka o miłości i specyficznej bliskości w wymiarze nie tylko wirtualnym i abstrakcyjnym, ale wręcz metafizycznym, bohaterowie na końcu razem nie są. Było blisko. A jednak nie. To sprawia, że Wiśniewski pozostawia czytelnika z głęboką refleksją. Gdyby każdy związek w sieci kończył się tak jak Collina i Alicji byłoby nudno. Chyba dobrze, że życie nie pisze tylko hollywoodzkich scenariuszy.

 

Patrycja Jaskot

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.