Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Urodziłam mordercę… Rozgoryczenie. Złość. Frustracja. Gniew. I żal. Żal, że się nie udało. Co poszło nie tak? Kiedy przeoczyła kulminacyjny moment. Dlaczego to spotkało właśnie jej rodzinę. Kto zawinił? Ona, oświata, system? Ponoć najgorsza jest chwila, kiedy zapada wyrok, kiedy gasną ostatnie nadzieje. A może to jednak nie jej dziecko, tyle teraz pomyłek…

 

Dlaczego mi to zrobiłeś? – pada ostateczne pytanie, nim Karola wyprowadzą z sali rozpraw. Zbłąkane spojrzenie przeczesuje podłogę w poszukiwaniu odpowiedzi, ale tam niczego nie znajduje. Więc nie odpowiada, zresztą co miałby powiedzieć? Że poszło o dziewczynę? O tę czarną Karinkę, co to teraz łzy zostawia na innej męskiej bluzie? Że poniosły go nerwy? Że przecież każdy się bije, od czasu do czasu z kolegą.

- Mamo nie chciałem.

 

Tydzień temu skończył osiemnaście. Zdał maturę. Niezastąpiona pomoc. Filar. Wzorcowy przykład. W Karolku cała rodzina pokładała nadzieję. Siostra się mniej udała, nie skończyła szkoły, zaszła w ciążę. On pomagał matce, rekompensując stracone lata z ojcem. Wierzył, że się uda, naprawić to co przez dwadzieścia lat zbrukać może pijany ojciec. Aby nabrać siły i zatrzymać despotyczną pięść, zapisał się na sztuki walki, gdzie jednym ciosem rozprawia się z przeciwnikiem. Nie sądził, że kiedyś tej siły użyje, że to naprawdę zadziała.

 

„To poszło tak łatwo, myślałem, że tylko na filmach jednym ruchem można odebrać komuś życie”, słowa wypowiedziane podczas rozprawy.

 

Piętnaście lat. Kiedy wyjdzie na wolność będzie dojrzałym człowiekiem. Teraz tylko więźniem. Kiedy on skreśla kolejny dzień w więziennym kalendarzu, rówieśnicy podrywają dziewczyny, zdobywają pracę, podróżują, zakładają rodziny, czasem wyślą mu kartkę z nad morza.

 

Regularna korespondencja, wizyty nawet na chwilę nie zapełniają matczynej pustki. – To tylko trochę lepsze niż śmierć, wiesz że tam jest, ale nie ma go przy nas, jest jak duch – mówi matka Karola.

 

Piotr to oczko w głowie matki. Z sześciorga rodzeństwa, to właśnie tego pyzatego blondynka upodobała sobie najbardziej. Mówi się, że matka wszystkie dzieci kocha jednakowo, ale to nieprawda. Od zawsze chuchała i dmuchała, otaczając pietyzmem właśnie jego. Dostawał wszystko co najlepsze, nawet markowe ubrania. Choć w domu, bieda, aż piszczy, jemu akurat było pod dostatkiem.

 

Jak to mój Piotruś zgwałcił, udusił koleżankę z klasy? Brał narkotyki? Okradał rówieśników? Co pan powie?

 

To oczywiste, że matka nie dopuszcza do siebie myśli, że jej dziecko mogłoby zrobić coś tak potwornego jak odebranie komuś życia. W jednej sekundzie spada człowiekowi sufit na głowę, nagle patrzy się na potomka, jak na kogoś obcego, złego, barbarzyńcę. Musi minąć dużo czasu, zanim człowiek znów odczuje, że to jego dziecko, ale nigdy nie wyzbędzie się tej odrazy – konkluduje Jadwiga, mama Piotra przebywającego w zakładzie poprawczym od 2007 roku.

 

Co Robertowi do łba strzeliło tamtej nocy, zastanawia do teraz. Po Marcinie, można się było spodziewać, zresztą od zawsze sprawiał kłopoty. Ale, że ten spokojny rachityczny nastolatek wyrzuci, z pędzącego wagonu kolegę, tylko dlatego, że należy do przeciwnej drużyny piłkarskiej, tego nie przewidział nawet najczarniejszy scenariusz. Po co to zrobił i dlaczego? Dziś nie odpowiada. Tylko tyle, że jakiś demon, w niego wstąpił. Demon w postaci Marcina „Nie zrobisz, tego nie zrobisz. Cienias! Frajer!” podpuszczał Roberta bohatera trzymającego w dłoni życie dwudziestoczterolatka.

 

Dziś zapytany o to co było najgorsze, nie sam czyn, zresztą z niego i tak niewiele pamięta, nic nie czuł, jak to w amoku. Tak naprawdę dopiero spojrzenie, spod spuchniętych powiek matki uświadomiło mu, że dokonał potrójnego mordu. Za jednym zamachem pozbawił życia kibica, matki i siebie.

 

Do zakładu karnego przychodzi najczęściej. Kiedy tylko się nadarza okazja. Szopieniccy strażnicy wpuszczają na pamięć drobną, zmartwioną szatynkę, o twarzy sześćdziesięciolatki, choć w metryce nie ma jeszcze czterdziestu. Mąż był tylko raz. Nie wytrzymał presji. Widoku wytatuowanego ciała syna, ostrzyżonej na łyso głowy. Za bardzo kolidował z wizerunkiem, przystojnego, stonowanego i świeżo upieczonego magistra ekonomii. Kiedy przyszedł z dyplomem oboje pękali z dumy.
– Państwo Szafranek? Adam Szafranek, jest Pani synem?
– Tak. Czy coś się stało?
– Zdarzył się wypadek. Passat wymusił pierwszeństwo.
– Co z kierowcą?
– Wyszedł cało, ale matka i dwójka dzieci w Tico już nie.

 

Świat codziennie donosi o kolejnej liczbie ofiar, prasa serwuje opisy zbrodni do śniadania. Chwila słabości, niekontrolowana złość, coś co w człowieku siedzi, to coś prowadzi do tragedii. Jest zbrodnia, podejrzany i ofiara. Skutek i przyczyna. Sprawiedliwość, zadość uczynienie. Co jednak z tymi, którzy zostają na wolności?

 

Mamo, wiem że bardzo źle zrobiłam – pisze w liście, 16 letnia Basia. Odsiaduje wyrok, po tym jak wraz z koleżankami znęcały się nad Ewelinką z II C, zanim na dobre zatłukły ją kamieniami. Ona dostała najwięcej, bo najdłużej tłukła.

 

Wiem, że byłam złą córką, pewnie już się nie zmienię. Ksiądz mówi, że ludzie się nie zmieniają, dopóki nie pozbędą się złości. Ale tyle jest jej we mnie, że pewnie nigdy się nie zmienię. Mamo błagam zapomnij o mnie.

 

Ale czy można zapomnieć?

 

Nosiły, wychowywały, dbały. Swoje dobro przekładając nad los małego człowieka. By jemu było lepiej, by czerpały wiedzę z doświadczenia i omijały koleiny na pokrętnej drodze życia. Kiedy brały na ręce zaledwie kilku centymetrowe ciałko, wizualizowały przyszłego inżyniera, aktora, modelkę, albo zwyczajnie porządnego szczęśliwego, człowieka, nigdy mordercę.

 

Aneta Bulkowska

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.