Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Szmateks, lumpeks, tania odzież, second-hand, manel chanel. Jakąkolwiek tajemniczą nazwą by nie określić tego miejsca, jedno jest pewne – my, kobiety, uwielbiamy je.Małe sklepiki, większe sklepy, olbrzymie hale, w których można kupić używaną odzież, rosną ostatnio jak grzyby po deszczu. Prawdopodobieństwo, że z likwidowanej właśnie knajpki czy budynku starego dworca autobusowego powstanie szmateks, jest większe niż podwyżka podatków (choć chciałabym, żeby rzeczywistość pozwalała mi użyć innego porównania w stosowaniu sarkazmu, ale o podatkach innym razem).

 

Nie trzeba długo czekać, żeby na miejscu przeniesionego second-handu powstał kolejny, a obok niego drugi. Bo tak zaczyna się droga każdego porządnego lumpeksu. Raczkuje w jakimś niewielkim miejscu, w którym naraz nie zmieści się więcej niż najwyżej kilka osób. Potem przenosi się do nieco większej przestrzeni, tak, że jest szansa na pojawienie się przymierzalni i lustra. A celem jego jest pawilon. Przestronny i wielki, żeby można było powiesić w nim tysiące wieszaków, wydzielić kondygnację na zabawki i postawić karton z przecenami. Zupełnie jak losy maleńkiej firmy, która z czasem uzyskuje renomę i się rozrasta.

 

Trudno się dziwić. Nic tak nie wzbudza kobiecego pożądania (niestety, panowie), jak widok bluzki od D&G za kilka złotych. No chyba, że wyobrażenie jej sobie wiszącej w naszej szafie. Second-hand jest idealnym miejscem do utożsamienia się z twierdzeniem, że pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy. Stos ciuchów za najwyżej kilkadziesiąt złotych. I to wysoki stos. Czy może być coś bardziej zadowalającego? No dobrze, oczywiście, że może być i w porównaniu z tymi innymi możliwościami, kilka łachów za grosze zajmuje raczej daleką pozycję na liście. A może jednak nie dla wszystkich? Zastanawiam się nad odpowiedzią na to pytanie już jakiś czas.

 

Zaczęłam od liceum, gdzie miałam bardzo…ekscentryczną koleżankę. Upatrywała sens we wszystkim, tylko nie w tym, w czym trzeba. A sklepy z tanią odzieżą były jej obsesją. Żyła od soboty do soboty myślą o kolejnych wielkich zakupach i o szyldzie z napisem „NOWY TOWAR”. Poniedziałek zazwyczaj mijał na przechwałkach o tym, co kupiła, za ile, kogo spotkała, co on kupił, za ile, co było do kupienia, za ile, kiedy będzie obniżka. Znała każde takie miejsce w mieście. Nie było to dla nas – jej koleżanek, powodem do zazdrości, ale czerpała z tego najszczerszą satysfakcję. Aż w końcu ja się wybrałam. Faktycznie coś w tym było, nie wyobrażałam sobie jednak, żeby kupowanie używanych ciuchów po okazyjnej cenie mogło być moim…hobby. Zwłaszcza, że grzebanie w stercie śmierdzących chemią ubrań przypomina bardziej wilczy bój o padlinę niż przyjemność zakupów.

 

Jak wiadomo w zużytym domu mody prawie wszystko jest w jednym egzemplarzu. Trzeba się spieszyć, żeby dorwać torebkę Chanel po drugiej stronie sklepu, choć z pewnością i tak nam się to nie uda, jeśli jesteśmy za daleko. Poza tym nawet gdybyśmy byli blisko, jest ryzyko, że ktoś porwie nam ją sprzed nosa. Wydaję się, że wszystkim wokół rosną ręce na dowolną długość. To znaczy na długość, jaką trzeba uzyskać, żeby czmychnąć babce na rogu te fajne gatki, zanim je zauważy. Nie ma też co liczyć na wygodę. Przymierzalnia, jeśli w ogóle jest, to zazwyczaj pełni swoją funkcję samotnie lub najwyżej z jedną partnerką. Kawałek lustra i kilka wieszaków i tak nie sprosta zadaniu, bo jest tak mało miejsca, że z ledwością możemy zasłonić się kotarą. No i ostatnia rzecz – w lumpeksie jest po prostu obskurnie. Stara posadzka, odrapane ściany, nieprzyjemny zapach i żadnych dekoracji umilających pobyt na zakupach. Ale, czy możemy to jeszcze nazwać normalnymi zakupami?

 

Jeśli to już hobby, to ono nie zawsze wymaga estetyki, ważne żeby dawało satysfakcję. Ktoś mógłby powiedzieć – jaki towar, taki wystrój. Jednak, choć brzmi to śmiesznie, marka robi swoje. I to marka za niską cenę. Więc może wypada powiedzieć – jaka cena, taki wystrój, nie uwłaczając marce. Bo ubrania pozostają ekskluzywne, nawet, jeśli były już noszone. W ten sposób coraz mniej osób wstydzi się ubierania w szmateksach. Dziś to nawet powód do dumy, że chwyciło się za ogon świetną okazję. Chyba warto przymrużyć oko na kilka niedogodności i dać się skusić zaproszeniu „NOWY TOWAR”. Tylko nie popadajmy w obsesję…

 

Elżbieta Pachuła

Foto:sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.