Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

W ich sercach pali się płomień, który ugasić może jedynie wielka porcja adrenaliny. Chęć spełnienia, realizacji misji sprawia, że wyciągają rękę w stronę półki z marzeniami, a zasadniczym pytaniem, które się nasuwa to wybór typu : Afganistan czy Liban? Czyli między złe, a gorsze – dla nas. A dla nich? Hasło „Na własną odpowiedzialność” jest syntetycznym lepem, na który regularnie przyklejają się kandydaci misji pokojowych.Sąsiad wyjechał na wojnę. A to już po nim, wylewają żale działaczki kółek gospodyń domowych pocieszając rzekomą przyszłą wdowę. Stereotyp poległego żołnierza z okresu drugiej wojny światowej, choć już dawno stracił termin ważności, nadal ma swoich wiernych sojuszników. Kiedy słyszymy gdy ktoś bierze udział w misji podświadomie żegnamy nieszczęśnika. Często również wykreślamy go z ram człowieczeństwa przypisując ludobójstwo, zabójstwa i śmierć niewinnych ofiar. Z jednej strony słusznie gdyż wojna nie niesie i nie niosła nigdy za sobą niczego dobrego, jednak wiadomo, że za konflikt zbrojeniowy w małym stopniu odpowiedzialność ponoszą żołnierze, a to właśnie w ich stronę kierowana jest niechęć. Współczujemy nieszczęśnikom deklarującym swój udział w misji pokojowej. A przecież wyjazd na wojnę nie zawsze wiąże się z przykrym doświadczeniem. Dla oddychających i żywiących się adrenaliną jest to wielka gratka, również swoje miejsce znajdą tam niestrudzeni poszukiwacze przygody.

 

Zginąć można wszędzie – tłumaczą żołnierze wybierający się na wojnę. W samych wypadkach samochodowych dziennie 20 osób to ofiary śmiertelne, z czego ponad 220 doznaje ciężkich obrażeń ciała. Nie wspominając o ryzyku w zawodzie górnika, czy policjanta, a jednak coś sprawia, że ludzie spośród wielu alternatyw decydują się na pracę w owym zawodzie.

 

- Dopiero kiedy wyjechałem do Libanu zobaczyłem co znaczy wojsko – opowiada jeden z uczestników pokojowej misji – polska armia nawet w jednej trzeciej nie jest w stanie oddać tego jak wygląda sytuacja na froncie. W porównaniu do tego, co spotkałem po wyjeździe wojsko przypomina plac zabaw.

Żołnierze mają do dyspozycji cały arsenał najnowocześniejszych zabawek plus możliwość dokupienia wielu gadżetów.

 

- Wariatów nie brakuje – opowiada jeden z żołnierzy – sam mam kolegę, który czerpał wielką satysfakcję z tego, co robił. Żył tym. W Polsce brał udział w wyścigach, skakał na bungee i ze spadochronu, wojna była dla niego czystą zabawą.

 

Wraz z wycofaniem misji pokojowej w Libanie sytuacja żołnierzy znów została nagłośniona przez media, wzbudzając niemałe kontrowersje.

- Dla wielu młodych ludzi jest to również szansa, a szybki i łatwy zarobek gwarantuje status, na który większość z nich musiałaby pracować bardzo ciężko, a część nawet nie zbliżyłaby się do danej kwoty. Poza tym zmierzenie się z własnym lękiem, słabościami – wypowiadają się dowódcy wojskowi.

 

Chłopcy nic się nie zmienili od czasów dzieciństwa – tłumaczy matka dwóch żołnierzy – nadal lubią czołgać się, bawić w strzelaniny i poligony. Od małego interesowali się wojskiem, a po skończeniu szkoły średniej oboje oznajmili, że wstępują do armii. Modlę się za nich, zdaję sobie sprawę z ryzyka, ale wiem też, że są szczęśliwi, ale nigdy nie żyję pewnie, wciąż boję się, że dostanę telefon ze złymi wieściami, cieszę się jednak, że wracają, bo to ich ostatnia misja – dodaje.

 

Częstą motywacją do udziału w wojnie jest również ciężka sytuacja finansowa, która wysyła ojców i mężów w sam środek gehenny.

- Goniły nas kredyty, nie bylibyśmy w stanie spłacić mieszkania, z naszej pensji ledwo zaczęło wystarczać na życie – tłumaczy żona jednego z żołnierzy – nie chciałam by jechał, ale mąż się uparł. Przyjechał odmieniony, ale w bardzo negatywnym znaczeniu, wciąż konsultuje się z psychologiem pomimo, że minęły dwa lata od powrotu.

 

Warto pamiętać, że mężczyźni decydujący się na uczestnictwo w misji dokonują dobrowolnego wyboru. Nikt po ukończeniu wojska nie jest zobligatorowany do walki na froncie, ale ktoś, kto wiąże przyszłość z karierą wojskową powinien liczyć się z ryzykiem.

 

Praca jak każda inna – dodaje jeden z żołnierzy, ten z kolczykiem w uchu i o żywym spojrzeniu – czasem są takie nudy, że nie wiadomo co zrobić z czasem. Najgorzej mają ci, którzy w kraju zostawili rodziny i wyjazd wymusiła na nich sytuacja życiowa, jednak dla tych, którzy potrzebują adrenaliny to świetna przygoda!

 

Stereotyp żołnierskiego przymusu w udziale w wojnie wciąż obalany jest przez kolejnych kandydatów na wyjazdy. Chęć oderwania się od rzeczywistości oraz możliwość niepowtarzalnego przeżycia powoduje, że ochotników przybywa z dnia na dzień. Udział w wojnie staje się spełnieniem dziecięcych marzeń. Ci, którzy pragnęli uzdrawiać ludzi poszli na uniwersytety, tych których jak magnes przyciągała przygoda zgłosili się na kandydatów do wojska. Jedni i drudzy ze swej pracy czerpią satysfakcję. I jednych i drugich spotykamy na naszej klasie, uśmiechniętych i zadowolonych z życia.

 

Aneta Bulkowska

 

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.