Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Każdy ma swoje sposoby na kiepski nastrój. Zakupy, praca, sprzątanie mieszkania, zajadanie się słodyczami. Jeszcze inni fundują sobie seans filmowy, bo ten potrafi oderwać od szarej rzeczywistości i przenieś (choć tylko myślami) do zupełnie innego świata. Zwłaszcza komedie romantyczne sprawdzają się, jako rozweselacz. I chyba słusznie od jakiegoś czasu nazywa się je antydepresantami.Dlaczego nie?

 

Komedie romantyczne – uwielbiane przez tłumy, krytykowane przez wysmakowanych widzów. Przez znawców i krytyków filmowych nazywane kiczem. Zarzuca się im przesadny idealizm, powtarzalność, operowanie schematami, stereotypami, wreszcie banalne dialogi i przewidywalne zakończenie. Wszystko w nich zawsze jest wynikiem „przypadku”, zawsze ktoś staje zakochanym na drodze, zawsze są te same zachody słońca, lazurowe niebo albo ciepły letni deszcz lub powolnie opadające, białe płatki śniegu. Finał każdej komedii romantycznej zwieńczony zostaje namiętnym pocałunkiem. Ależ słodko! Wszystkie kończą się szczęśliwie. Ostatnimi czasy nawet grają w nich stale ci sami aktorzy.

 

Co scenarzysta brał pisząc ten scenariusz i gdzie można to kupić?” – czytam na jednym z forów miłośników kina. „Jak dobrze, że romantycznych komedii nie mam zwyczaju oglądać w kinie! Gdybym wydała na to „dzieło” choćby złotówkę, wpadłabym w jeszcze większy dołek” – pisze inna użytkowniczka. „Od komedii romantycznych można zgłupieć. Po obejrzeniu przesłodzonej tandety muszę obejrzeć jakąś mądrzejszą pozycję by przywrócić sobie emocjonalną równowagę”- pisze jeszcze ktoś inny.

 

Myślę, że argumentów na niekorzyść tego gatunku można by wymienić jeszcze wiele. Ale czy to ma sens? To nie filmy oczekujące pochwał krytyków filmowych, nie tworzone dla nagród, tylko dla masowej publiczności, która nie liczy na nic więcej jak na chwilę rozrywki, na coś, co wywoła uśmiech albo trochę wzruszy.

 

Dlaczego tak?

 

Wszystko zaczęło się od „Zakochanych” Piotra Wereśniaka. Komedia odniosła spory sukces, przez pierwsze dwa tygodnie film obejrzało ją ponad pół miliona widzów. Na tamte czasy był to naprawdę spory sukces. Prawdziwą furorę zrobił jednak w 2004 roku film „Nigdy w życiu”. Główna bohaterka – Judyta, stała się wzorem dla Polek po przejściach. Zdradzona, zagubiona, zakompleksiona. Na zewnątrz twarda, w środku spragniona czułości.

 

Tego widzom trzeba było. Potrzebowali inspirujących filmów z optymistycznym przesłaniem. Czegoś co zmotywuje do działania i sprawi, że widzowie zaczną wierzyć w swoje marzenia. Odtąd miłosne perypetie z obowiązkowym happy endem stanowiły przepis na sukces (na pewno ten finansowy). Mimo, iż znawcy filmu nie szczędzą realizatorów, to ich praca wciąż przyciąga do kin miliony ludzi. Po dziś dzień, bilety na kolejne love story sprzedają się świetnie.

 

Asia przyznaje, że lubi komedie romantyczne nie tylko ze względu na wątek miłosny. – Decydując się pójść do kina na komedie romantyczną, decyduję się również na relaks. Nie ma to jak siąść przed ekranem, odprężyć się i przeżywać zabawne historie bohaterów – mówi. Takie filmy nie wymagają dokładnego skupienia, analizowania i przewidywania. Mają bawić i rozluźniać, a w tej kwestii raczej widzów nie zawodzą.

 

Zdecydowanie wolę oglądać rozweselające filmy. Mam dosyć użalania się życiem i nad niesprawiedliwością losu przed ekranem. Mało mam problemów we własnym życiu? – mówi Asia. Każdy ma jakieś problemy, pocieszanie się, że ktoś – tu bohater filmu, ma gorzej jest raczej kiepskie. A już na pewno nie wywoła uśmiechu na naszych twarzach. Natomiast komedia romantyczna potrafi naładować widzów pozytywną energią. I to chyba najważniejsza cecha składający się na jej sukces.

 

Komedie romantyczne to produkcje dla mas. Dlatego też często do współpracy zaprasza się ulubieńców publiczności. Pozostająca pod urokiem swojego ulubionego aktora lub aktorki widownia, wybiera się do kina by zobaczyć idola w nowym wcieleniu. Dobre aktorstwo i świetnie zagrane role często sprawiają, że przymyka się oczy na słabe strony filmu, jak na przykład mało oryginalny scenariusz.

 

Ostatnia komedia, na której byłam w kinie to „Och, Karol 2”. Mimo, iż premiera odbyła się kilka tygodni temu to sala wypełniona była po brzegi. W kinie bawiłam się świetnie, śmiechów na sali nie brakowało. Owszem, film jest banalny, ale ma swój urok. Potrafi oderwać od rzeczywistości, sprawić, że zapominamy o szarej rzeczywistości – dodaje.

 

Nie da się też ukryć, że właśnie te przesłodzone, wzruszające filmy budzą nasze najskrytsze marzenia – o prawdziwej miłości, dobrobycie i szczęśliwym finale. W prawdziwym życiu coraz trudniej o księcia z bajki. Dobrego, uczciwego, wrażliwego, mądrego, ambitnego, przystojnego… W filmach romantycznych zawsze się ktoś taki znajdzie. Skoro w realnym świecie nie spotkałyśmy ideału, miło i przyjemnie chociaż popatrzeć i pomarzyć.

 

Komedie romantyczne to po prostu bajki dla dorosłych. Bajki dobre na kiepski dzień, na poprawę humoru. A skoro nieprzerwanie cieszą się wysoką oglądalnością to oznacza tylko tyle, że są widzom potrzebne.

 

Daria Cygan
foto: www.sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.