Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Studia uważane są za najpiękniejsze lata młodości, wypełnione nie tylko nauką, ale także szeroko pojętą rozrywką. Słowo student kojarzy się poprzez utarty stereotyp z imprezowiczem i stałym bywalcem akademików. Jednak obawiam się, że niedługo do tego stereotypu dołączy kolejne określenie – bezrobotny. Często rozmawiam z moimi znajomymi – studentami różnych kierunków. Jednym z tematów naszych dyskusji jest praca. Okazuje się, że studenci szukają pracy, a nikt nie chce dać im szansy na jej zdobycie. W tej kwestii nie ma jednego kryterium decydującego o bezrobociu studentów. Problem ten dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn, studentów dziennych, ale też i zaocznych, o różnorodnych kierunkach i specjalizacjach.

 

Przytłaczająca jest myśl, że młodzi ludzie z potencjałem, motywacją i chęcią uczenia się zawodu, niestety takiej szansy nie otrzymują. Teoretyzować może każdy. Przejdę zatem do części empirycznej.

 

Moja znajoma studiująca architekturę wnętrz w trybie dziennym, od września poszukuje pracy w charakterze dekoratora. Dziewczyna inteligentna, elokwentna, atrakcyjna. Po kilkudziesięciu wysłanych przez nią CV nastała era milczenia, którą niedawno przerwał telefon jednej z firm odzieżowych poszukującej dekoratora. Jakoże dziewczyna jest z Katowic, a zgłaszająca się firma z Częstochowy, jej poczucie beznadziei sprawiło, że pojechała na rozmowę 80 kilometrów. Niestety pan od spraw rekrutacji, oznajmił jej, że szukają kogoś z kilkuletnim doświadczeniem. Kiedy zobaczyła na rogu biurka spory stos CV, stwierdziła, że dalsza rozmowa jest zbędna. Szansę na realizację w zawodzie straciła, na rzecz innej doświadczonej projektantki.

 

Podobna sytuacja spotkała innego znajomego. Chłopak studiujący logistykę i transport zaocznie, szukał pracy w firmach logistycznych. Wydawało mu się, że dodatkowe kursy i kwalifikacje tylko ułatwią mu zdobycie pracy. Niestety, ale jego presumpcja przyniosła odwrotny skutek. Od ponad miesiąca słyszy tylko: „Oddzwonimy”, „Prowadzimy rekrutację do przyszłego tygodnia”. Okazuje się, że dwudziestokilkuletnich studentów eliminują nieco starsi, koło trzydziestki, za to z bogatą przeszłością zawodową.

 

Kilku kolegów studiujących resocjalizację i logistykę zdecydowało się na ostateczność, ze względu na sytuację materialną, nie pozostało im nic innego jak praca fizyczna na budowie. A na budowie resocjalizować można, ale niektórych panów po zawodówce kopiących łopatą. Też nie po to się studiuje logistykę, żeby układać cegły. Ale co robić gdy pojawia się tzw. sytuacja bez wyjścia?

 

Przykładów można by mnożyć, ale poza własnym doświadczeniem spekulacje te mają odzwierciedlenie w statystykach. Ostatnio w jednej z rozgłośni radiowej w porannych wiadomościach, w sam raz na drugie śniadanie, podano informację, że rośnie bezrobocie, szczególnie wśród grupy ludzi, którzy nie ukończyli 25tego roku życia.

 

Czy pracodawcy nie myślą o tym, że umożliwiając pracę studentowi, może okazać się, że będzie on znacznie wydajniejszy, bardziej pomysłowy i produktywny niż starsi pracownicy? Nie pomyśleli, że tak młoda osoba, mimo braku doświadczenia jest chłonna na wszelkie informacje i na wiedzę? Że jeśli komuś da się szanse, to być może przerośnie on oczekiwania pracodawcy? Oczywiście nie każdy do wszystkiego się nadaje, nie każdy jest wybitny i nie każdy zostanie pracownikiem roku, jednak czy jeśli pracodawcy będą zatrudniali tylko ludzi w wieku średnim, z latami doświadczeń, kiedykolwiek będą mieli okazję się o tym przekonać?

 

Patrycja Jaskot

 

Foto: mwdacc.com

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.