Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Zasada numer jeden: Niczego nie wyrzucać! Połamane krzesło, sznury plastikowych koralików, stara lampa – odżywają w ich wyobraźni na nowo. Za każdym razem, gdy znoszą do domu „porzucone” przedmioty, towarzyszy im wizja przywrócenia im funkcjonalności. W praktyce jednak nagromadzone skarby lądują w zakamarkach, piwnicach i garażach. Początkowo tworząc nieszkodliwe kolekcje, nie stanowiące zagrożenia z czasem przekształcą się w mini wysypiska śmieci. I choć zdają sobie sprawę, ze swojej obsesji, nie mogliby się rozstać z żadną z przywłaszczonych rzeczy. Motto nałogowego kolekcjonera: niczego nie wyrzucać!

 

Z życia chomika

 

Ada ma 36 lat, zamieszkuje jeden z apartamentowców w Warszawie. To lokum jednak w niczym nie przypomina pozostałych. Powierzchnia stu metrów skurczyła się zaledwie do kilku kroków umożliwiających przejście z sypialni do drzwi wejściowych. Tylko Ada wie, jak pośród setek bibelotów, suwenir i trudnych do zidentyfikowania przedmiotów znaleźć drogę do sypialni Można tu znaleźć wszystko. Jak sama mówi, pokoje “zamieszkują” przedmioty. Każdy traktowany z równym sentymentem, stał się częścią nie tylko mieszkania, ale i życia. Spośród plastikowych peruk, tandetnych medalionów widnieje wiele wartościowych rzeczy: zabytkowy zegar w stylu Ludwika XVI, renesansowe krzesła z antykwariatu, jest również niepełny zestaw chińskiej porcelany. – Jak mogłabym się tego pozbyć? – wskazuje na przykryty szpargałami pozłacany kredens, przywieziony ze Stanów. To tam najprawdopodobniej zaczęła się jej przygoda z kolekcjonowaniem.

 

To normalne, że ludzie przed dom wystawiają to co niepotrzebne, można zabrać wartościowe, piękne rzeczy zupełnie za darmo. – Choć nie narzeka na brak środków finansowych, to wyrzucanie wszystkiego prócz odpadów uznaje za marnotrawstwo – Jak można wyrzucać nieuszkodzone meble, telewizory? W Polsce na śmietniku ląduje tylko to, co już się w ogóle nie nadaje do użycia.

 

Po powrocie do Polski, część rozdała, a resztą uposażyła mieszkanie.

 

Na dobre nowa pasja rozwinęła się w kolejnej podróży. Na francuskim pchlim targu spostrzegła abażurową lampę. Starą, poniszczoną, budząca znajome uczucie posiadania, może uda się ją odnowić? Pomyślała, uzasadniając kupno kolejnego przedmiotu. W ślad za nią, poszły ratanowe meble, ikony z wizerunkiem Matki Boskiej ( pokaźna kolekcja ). Coś podświadomie ciągnęło mnie w składowiska staroci, wyprzedaże, antykwariaty. Stare rzeczy mają duszę i jakiś tajemniczy magnetyzm, dodaje. Wbrew postanowieniu lampa trafiła do kąta, a w ślad za nią kolejne rzeczy, sukcesywnie zbierane przez następne jedenaście lat.

 

Śmieci, albo życie

 

Kiedy rozpadł się jej kolejny związek , a rodzina urwała kontakt, postanowiła zasięgnąć rady u specjalisty. – Mój partner postawił ultimatum – tłumaczy. – Twierdził, że nie ma w tym mieszkaniu miejsca dla niego. Oznajmił: śmieci, albo ja? Musiałam wybrać.

 

Przyczyną za osłabienie więzi rodzinnych uznaje swoją obsesję. Zarówno siostra jak i mama coraz rzadziej zapraszane do domu przez córkę, dostrzegłszy piętrzące stosy „śmieci”, nie szczędziła szczerych komentarzy. Cięte riposty, ze strony niepotrafiących jej zrozumieć, musiały doprowadzić do konfliktu. Ostatni raz gościła siostrę cztery lata temu, kiedy jeszcze można było w całym nieładzie znaleźć kuchnię. O tym jak wyglądają kuchenne meble, przypominają już teraz tylko zdjęcia (kiedy tylko odnajdzie się album). Życiu Ady nieodłącznie towarzyszy uczucie wstydu. Nie tylko z powodu samem choroby – czuje, że mieszka w bałaganie, a przecież kiedyś starannie dbała o porządek – ale myśl, że ktoś mógłby się dowiedzieć o powodzie, dla jakiego nigdy nie wyprawia przyjęć i permanentnie opuszcza rolety.

 

Niczego nie wyrzucać!

 

Nałogowe zbieractwo rozwija się niezauważone przez lata. Chory do domu znosi wyszukane rzeczy, początkowo starannie dokonuje selekcji, zwracając uwagę jedynie na niepowtarzalne, wartościowe drobiazgi, z czasem obiektem zainteresowania staje się niemal wszystko. Dlatego, też w domu zbieraczy tak często można spotkać uszkodzone stoły, krzesła. Motywacja wiąże się z renowacją i przywołaniem do stanu użyteczności i nie byłoby w tym geście nic złego, gdyby nie fakt, że wszystkie one w konsekwencji lądują obok reszty uszkodzonych i nie nadających się do użycia rzeczy. Podczas gdy zdrowy człowiek, pozbywa się gratów, dla nałogowego zbieracza każdy ma ogromny wydźwięk emocjonalny. Z reguły nie są to przedmioty drogie, dużo częściej te, których ktoś zwyczajnie chciał się pozbyć. Jedna z kobiet opisująca swój problem na forum wyznała, że dopiero gdy sąsiad przyłapał ją na przeszukiwaniu jego śmietnika (szukała brakującej nogi od krzesła) dotarło do niej, że ma problem.

 

Nałogowcy nigdy nie wyrzucają. Stół z odzysku, potłuczony kubek, wymagający doklejenia ucha. Do zbieraczy nie przemawia argument, że w domu jest takich trzysta, nie jest żadną przeszkodą, by „przygarnąć” kolejne.

 

Podłoże w psychice

 

Tak jak każda obsesja, ma podłoże w psychice. Posiadając na własność cenne przedmioty, chorzy rekompensują zaniżone poczucie wartości. Najczęstszym uzasadnieniem wśród pacjentów pada: Mając coś wartościowego, sam/a czułam się dowartościowana. Nic więc dziwnego, że w krótkim czasie niewinne zbieranie przeradza się w prawdziwy nałóg. W Polsce nie ma danych, co do liczby zbieraczy, gdyż jedynie mały odsetek decyduje się na leczenie. Wśród nałogowych zbieraczy najwięcej wymienia się osoby starsze, co nie jest regułą, gdyż problem ten dosięga również młodych ludzi, rekompensujących poczucie pustki.

 

Zbierać można wszystko. Kapsle, zwierzęta, znaczki, pocztówki, samochody. Kolekcje wzbudzają zachwyt, są podkreśleniem osobowości, bądź wyrazem ekscentryzmu. Kiedy jednak niewinna pasja, zamienia się w niszczący nałóg, a domy w spiżarnie na ich czele staje chomik.

 

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.