Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Dostałeś wypłatę zaledwie kilka dni temu, a już zastanawiasz się, czy to, co ci z niej zostało, wystarczy, chociaż na najbliższy tydzień. Ze stypendium zapłaciłeś za czesne i bilet miesięczny, więc stać cię tylko na jedno wyjście w weekend. Poczekaj. Nie ma co liczyć na zapas, bo mogą cię jeszcze oskubać do cna w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Kolejne banknoty znikają z portfela, a stan konta bankowego przy każdym sprawdzeniu wywołuje chwilę dezorientacji i niezadowolenia. Tym dłuższą i bardziej dramatyczną, im bliższa staje się wizja apokaliptycznego zera. To nic innego, jak kryzys, który dotyka wielu z nas. Rzecz w tym, że jedni potrafią z niego wybrnąć nieco bardziej cywilizowanymi sposobami. A inni, wręcz przeciwnie…

 

Ci drudzy czają się w różnych zakamarkach codzienności i wystraszeni widmem własnego kryzysu zamieniają się w zachłanne sępy. Naprawdę nie łatwo ich dostrzec, czasem przybierają wyjątkowo skuteczny kamuflaż.

 

Rodzina. Bliższa, dalsza…co może, na Boga, grozić z jej strony Twojemu portfelowi? Otóż, wbrew pozorom, bardzo wiele…

 

Kryśka organizuje wesele córki. A jest osobą, która nie wahałaby się jej oddać szatanowi za, powiedzmy, główną wygraną w lotto. Na razie, jednak, nie udało jej się nawiązać kontaktu z mocami piekielnymi, więc musi zadowolić się stanem teraźniejszym i zrobić pożytek z tego, z czego się da, czyli z wesela. Kiedyś zrobiła już pożytek z własnego męża, korzystając z tego, że w Wigilię musiał iść do pracy. Krysia kupiła za mało uszek do barszczu, a że sama musiała się najeść solidną porcją, nie wpuściła męża na kolację, żeby nie musieć znów wydawać pieniędzy na uszka. Gdy sąsiedzi pytali, dlaczego to zrobiła, winę zwaliła na rzekomy alkoholizm małżonka, który od tej pory miał dobitne powody, by w niego wpaść.

 

Swoje zacięcie ekonomiczne Kryśka postanowiła wykorzystać w przygotowywaniu wesela, a dokładnie w zapraszaniu gości. Rodzinę miała sporą, ale trzeba było zrobić selekcję. Wiadomo, nie każdy może pretendować do zajęcia weselnego stołka. No to zaprosiła tylko tych, którzy mogą sypnąć niezłym groszem, oj, nie takim, który wystarczy na zaledwie kolejną porcję uszek. Zaproszenie dostali, więc, wujek Gienek, którego Kryśka i jej córka widziały ostatnio cztery lata temu, a nie rozmawiały jeszcze dłużej. Kuzynka Benia, która niedawno dorobiła się na sprzedaży domu. Znajomy rodziny Heniek, bo górnik i z liczną gromadką dzieci, to włoży do koperty za całe stadko. Cioci Aliny, ani wujka Zdzisława nie ma co zapraszać. Wszyscy wiedzą, że im się nie przelewa, więc daliby tylko bukiet kwiatów i najwyżej marne dwie setki. Będą tylko zajmować miejsce, a to się nie opłaca.

 

Nawet Keynes i Smith powinni się pani Krysi pokłonić za to ekonomiczne podejście do życia.

 

Nie zdziw się, więc, jeśli dostaniesz zaproszenie na ślub kuzynki, co, do której sam nie jesteś pewien, czy jest Twoją kuzynką. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Twoje pieniądze.

 

Nie ulega, jednak, wątpliwości, że zaproszenia przyjmować nie musisz. Może to, najwyżej, poskutkować utratą sympatii cioci Krysi, która znów będzie musiała kalkulować i zapchać czymś albo kimś finansową lukę spowodowaną Twoją niechęcią. A może wujek Zdzisław i ciocia Alinka jednak się załapią…

 

Tylko pamiętaj, odmowa przyjścia na wesele, to jeszcze nie powód, żeby przestać być ostrożnym. Niebezpieczeństwo w dalszym ciągu czyha, tam, gdzie się go w ogóle nie spodziewamy, na przykład w sklepowej kasie. Zanim następnym razem ułożysz na taśmie towar, przyjrzyj się kasjerce. Czy aby na pewno jej głowa nie przypomina Ci oskubanej sępiej łepetyny? Oj, tak.

 

Pani Zofia siedzi sobie wygodnie na foteliku w kasie i broń Panie Boże, nigdy nie pyta o drobne. Aż oczy się jej świecą, gdy widzi, że klient płaci banknotami o nie małym nominale.

„A temu panu nie wydam 10-teczki, bo ślepy prawie, to nie będzie liczył”. „A tej młodej z lizakami wydam takie drobne, że zgłupieje i jeszcze ją z kasy przegonie, jak tylko spróbuje sprawdzić, czy reszta się zgadza” – tak sobie perfidnie układa niecny plan zarobku pani Zosia, której możesz stać się ofiarą. A pod kasą, w specjalnej skrytce, chowa swoje „napiwki”. Jak się zorientujesz, to głupawo się uśmiechnie w ramach przeprosin, że zapomniała o tych czterdziestu złotych. Najpierw, zawsze wydaje drobne, bo liczy na to, że zapomnisz o większej części reszty.

 

Świat jest brutalny i pełen zasadzek, nie musisz wcale trafić „szóstki” w totka, żeby się ktoś Tobą zainteresował. Czasem duże wydatki i szczuplejący do rozmiarów igły portfel, tez mają swoje dobre strony.

 

Elżbieta Gwóźdź

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.