Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Zazdroszczę jeżom, niedźwiedziom, świstakom, nawet anakondzie zielonej, zazdroszczę! Tak jak one chciałabym popaść na kilka miesięcy w fizjologiczny stan odrętwienia mojego ciała i mózgu. Zakwaterowałabym się w ciepłym, przytulnym łóżku.Na kolorową kołdrę zarzuciłabym jeszcze jedną, jeszcze jedną i może koc. A co mi tam! Ubrałabym ulubioną pidżamę i dobranoc. Tak właśnie wyobrażam sobie mój sen zimowy. Procesy życiowe mojego organizmu, spowolniłyby się na tyle, bym za szybko nie powróciła do świadomości oraz nie musiała patrzeć na szaro-biało-czarny krajobraz, którego na dzień dzisiejszy mam po dziurki w nosie! Cóż za szczęście obudzić się pewnego poranka i widzieć jak słońce przedziera się przez zasuniętą zasłonę, śnieg już dawno stopniał, a w mojej szafie triumfują półbuty i żakiety, zamiast zaśnieżonych, zabłoconych kozaków i ciężkich płaszczy. Pomarzyć może każdy…

 

Trzeba się jednak uporać z rzeczywistością. Stawić czoła ujemnej temperaturze, chlapie i śnieżycy. Należy bez buntu, z pokorą ubierać kilka warstw garderoby, by nas nie przewiało i nie zmroziło. Nic trudnego. Jednak co wtedy, gdy nie dajemy już rady? Gdy brak sił, żeby wstać i podążać w śniegu i zimnie? Gdy dość już przymrozków i codziennego rytuału zrzucania z samochodu białego puchu? Gdy usta od mrozu pękają, a nos wciąż czerwony? Gdy włosy od warunków atmosferycznych rozdwajają się i łamią a skóra dłoni twardnieje? Gdy humor i entuzjazm maleją wrast z temperaturą? Odpowiedź prosta: chciałoby się zapaść w sen zimowy.

 

Czuję momentami olbrzymią zazdrość! Czuję jak jestem nią przesiąknięta. Jestem zazdrosna, gdy oglądam wakacyjne zdjęcia. Ah, jaka byłam głupia! Teraz doceniam każdy promyk słońca, który pieścił moje ciało! Zazdroszczę bohaterce książki, którą czytam. Opisuje ona wyjazd do Włoch. Ile dałabym za jedno muśnięcie słońca mojej spragnionej twarzy. Zazdrość dopada mnie czytając nie tylko o masie błyszczących drobinek, zwanej piaskiem, o lazurowym morzu, o upalnym dniu, w którym bez kapelusza ani rusz. Zazdrosna jestem nawet o ten fragment: „Pewnego dnia Coco odkryła szklarnie, w których przez cały rok dojrzewały nektarynki i truskawki. [...] Rzucili się na owoce jak szaleńcy.” Mogłabym zostać szaleńcem…

 

Na szczęście jest kilka form rozrywek, które rekompensują brak słońca i wysokiej temperatury. Mowa o saunie, czy kilku minutach w solarium, choć to drugie niezdrowe. Można także sprawić sobie kolorowego drinka z parasolką, włączyć muzykę rodem z Kuby i poczuć się jak na urlopie. To wszystko jednak złudzenia, a ja chcę lato! Prawdziwe, nawet czasem deszczowe.

 

Ktoś może potraktować mój sen zimowy jak fanaberię, kaprys, wymysł i próbę użalania się nad sobą. Ja jednak, nie wyobrażam sobie bez niego mojego przetrwania. Do zobaczenia w maju.

 

Patrycja Jaskot

 

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.