Ratuj Głuszca
woody_allen

Przez wielu uważany za najoryginalniejszego artystę współczesnego kina. Nazywany twórcą intelektualnej komedii. Współpracujący z najlepszymi aktorami na świecie. Ma już 75 lat, 47 filmów na koncie i wciąż wiele do powiedzenia – Woody Allen.

Złudzenia są jak powietrze. Bez nich realizm życia byłby ciężarem nie do udźwignięcia – wypowiedział się w jednym z wywiadów Woody Allen. Reżyser doskonale wie, że wyobrażenia o czymś mogą uczynić nasze życie znośniejszym. Dlatego bohaterowie jego filmów to ludzie zanurzeni w marzeniach, wijący się między swoimi pragnieniami a powinnością, poszukiwacze szczęśliwego życia. Jego ostatni film pt. „O północy w Paryżu”, który pod koniec sierpnia wszedł do kin w Polsce, to również opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi – kolejna mądra bajka dla dorosłych.

Główny bohater – Gil (Owen Wilson) jest niezadowolony z siebie i ze swojego życia. Choć ma piękną narzeczoną (Rachel McAdams), bogatych teściów, a jego przyszłość jest zabezpieczona, czuje się nieszczęśliwy. Jest scenarzystą, ale marzy by pisać powieści na miarę Ernesta Hemingwaya. Niestety nie ma weny i do tej pory nic nie stworzył. Dlatego podczas wspólnego pobytu w Paryżu, zamiast spędzać czas z ukochaną na zabawach, woli włóczyć się uliczkami miasta w poszukiwaniu inspiracji. Przemierzając zupełnie inne ścieżki niż jego narzeczona, odnajduje w magicznym Paryżu artystyczną bohemę z lat 20. Oczarowany klimatem tamtych lat rozważa pozostanie w epoce wielkich artystów.

Gil jak większość z nas, nie potrafi docenić tego co ma i tęskni za tym, co mają inni. Wierzy w swojej wyobrażenia o życiu bohemy i pragnie do niej należeć. Widzi tylko osłonę, podczas gdy pod nią kryje się szereg wad. Postacie z tamtych czasów również borykali się z problemami i tęsknili do przeszłości. Kochanka Picassa, Braqua i Modiglianiego (Marion Cotillard) też nie czuje się dobrze w swoich czasach i najchętniej przeniosłaby się do belle époque z przełomu XIX i XX wieku. A z kolei najwybitniejsi reprezentanci „pięknej epoki” marzą by trafić do renesansu. Okazuje się, że życie w innych czasach wcale nie jest lepsze, jest tylko zupełnie inne. Woody Allen podjął się próby ukazania, iż nie ma czasów idealnych do życia.

Niektórzy dziennikarze odważyli się stwierdzić, że „O północy w Paryżu” to najlepszy film Allena od 20 lat. Nie zachęcam jednak do ulegania tej opinii. Film jest zabawny i ogląda się go bardzo przyjemnie. Z pewnością jest o niebo lepszy od płytkich komedii romantycznych jakie kręci się w naszym kraju. Allen znów opowiada o emocjach z niewiarygodną lekkością i szczyptą błyskotliwego humoru. „O północy w Paryżu” to dobry film, ale nie najlepszy w dorobku reżysera.

Tych, którzy jeszcze wahają się czy udać się do kina, zachęcić może sam Paryż, który w filmie przedstawiony został jako zaczarowane miasteczko. Już w pierwszych minutach seansu reżyser pokazuje urok tego miasta serwując zdjęcia z jego najciekawszych zakątków. Widząc coś takiego, trudno się dziwić, że sam Woody Allen rozważał przeniesienie się do Paryża. Zatem zakochani w Paryżu widzowie, dzięki magii kina będą mogli do niego na chwilę powrócić. Plus za doskonałą pracę kamery.

Sam Woody Allen nie spodziewa się Oscara za ten film. Tak naprawdę na nagrodzie wcale mu nie zależy. Bardziej marzy o tym, by zrealizować wszystkie swoje pomysły, a zapewnia, że ma ich jeszcze sporo. Na szczęście zdrowie go nie opuszcza. Czas ucieka ale Allen nie zwalnia tępa. Wiadomo już, że pracuje nad kolejna ekranizacją. Tym razem zabierze nas w podróż do Rzymu. Premiera filmu „Bop Decameron” w przyszłym roku.

Daria Cygan

 

 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.